Nie Egipt, lecz Europa

Burza w raju

Czym jest Egipt dla przeciętnego Europejczyka? Kojarzy się z piramidami, mumiami i kąpieliskami, z których można korzystać przez cały rok. A co jest pomiędzy? Jacyś ludzie. Jedni służą turystom, pozostali po prostu – są. Jestem pod wrażeniem polskich turystów, którzy w tym kraju czują się jak paniska. Być na urlopie w Egipcie to prawdziwa nobilitacja. Temu to się powodzi – można usłyszeć od sąsiadek – pojechał z całą rodziną do Egiptu. Dla większości Polaków to taki raj dla ubogich. Erzac wielkiego świata i luksusu. Miami i Floryda razem wzięte. O Lazurowym Wybrzeżu nawet nie śnili.

I oto w historycznym momencie, burzącym, o zgrozo, europejski, a może nawet światowy ład i święty spokój, nasze telewizje, od rana do wieczora, zawracają głowę polskimi turystami. Czy są bezpieczni, czy pilnuje ich policja i czy starczy żywności? Czy się boją, może chcą wracać, a jeżeli tak, to jak? Różni turyści plotą do mikrofonów, co im przyjdzie do głowy, rezydenci robią za medialne gwiazdy. Jakoś nikt nie raczył zauważyć, że polscy turyści są nie tyle odważni, ile roszczeniowi. Wychodzą z założenia, że jak zapłacili za pobyt, to muszą go do końca wykorzystać. Nawet gdyby nadeszło tsunami, nie mówiąc o takich drobiazgach jak niemożność powrotu do domu czy zagrożenie rabunkiem i napadami. Po nas choćby potop. A w razie czego to państwo będzie musiało ich ratować w potrzebie. Na szczęście, kolejne biura podróży wstrzymały czartery do zagrożonego ogólnokrajowym protestem Egiptu. No bo czym państwo mogłoby sprowadzić turystów do domu, tym jedynym tupolewem, który jeszcze pozostał przy życiu?

A jacy są Egipcjanie i z czego żyją? Dlaczego protestują? Według pewnej pani, rezydentki w turystycznym ośrodku, ci co obsługują gości zagranicznych to, w porównaniu z resztą kraju, finansowe elity. Są zadowoleni ze swojej sytuacji i nie zamierzają protestować. Ale to tylko fragment całości. Wyjątek od reguły. Bez wątpienia, turystyka...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: