Mgła

– Musimy się zabrać do wymiatania śmieci – mówił głośno młody człowiek, który pracował w tym samym dziale.

Ten młody człowiek z sumiastym wąsem cieszył się wśród ludzi autorytetem i zaufaniem. Rozrabiacz. Tak mówił o nim przewodniczący rady zakładowej. Dyrektor systematycznie pozbawiał go nagród i trzymał na niskiej pozycji w tabeli płac.

Chcą złamać – śmiał się młody człowiek i pokazywał spod wąsów białe, lśniące zęby. Trzeba innych, czystych ludzi – wszyscy powtarzali zgodnie i patrzyli na niego z sympatią. Już nie przerywali tych gorących rozmów, kiedy do pokoju zaglądali ci z kierownictwa.

Więc zebranie było bardzo burzliwe. Stół pokryty został zieloną materią. Świetlica miała wygląd surowy, żadnych haseł, portretów, tylko godło. W odróżnieniu od tych sloganów, transparentów, czerwieni, całej tapety propagandowej panującej dotychczas, taka surowość miała charakter szlachetny i oczyszczający. Już to podniosło atmosferę. Ludzie zaczęli wygarniać wszystko, co dotąd leżało im na sercu. Tamci w milczeniu uginali się pod brzemieniem oskarżeń. Później popadli w ekspiację. Kajać się zaczęli gorliwie. Obiecywali dalekosiężne zmiany.

– Gruntowne – podkreślił dyrektor.

Ludzie poczuli satysfakcję. Stracili też czujność. Jakby wyładowali się. Dyrektor tak stał ze zwieszoną głową. Nie ten sam człowiek. Nawrócony grzesznik po prostu.

Sytuację w lot pojął prowadzący zebranie, układny i cyniczny działacz młodzieżowy, który był pupilem dyrekcji; wcale już nie taki młody, z brzuchem i podwójną brodą. Panować zaczął nad salą i kierować rzecz do wiadomego finału. Ludzie, zalani potokiem jego zręcznych słówek, wpadli w dotychczasową, owczą bierność. Bali się zresztą. Tyle obietnic, ale zarazem pogróżek w ostatnich dniach. W pewnym momencie zdawać się mogło, że wszystko potoczy się starym trybem. Przystąpiono do wyborów. Z sali padła kandydatura przewodniczącego. Dotychczasowego przewodniczącego rady zakładowej....
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: