Obciach oświecenia

I właśnie dziś znów przeczytałem taki obciachowy news. Traktował o tym, że pary żyjące do ślubu w czystości są szczęśliwsze, ich związki bardziej stabilne, a ich życie seksualne bardziej satysfakcjonujące. Toż to się Kinsey w grobie przewraca!

Rozmawiając o uzależnieniach z gimnazjalistami i licealistami wielu polskich szkół, wielokrotnie przytaczałem wyniki wcześniej przeprowadzonych badań, z których wynikało, że najbardziej zadowoleni z seksu są małżonkowie chasydzcy i katoliccy. Naukowcom trudno było w to chyba uwierzyć, bo powtórzono badania na jeszcze większej, kilkunastotysięcznej próbie i wyszło to samo. Z seksu w małżeństwie najbardziej usatysfakcjonowani są chasydzi i katolicy. Naukowcy poszli w drugiej turze badań dalej i zadali pytanie: dlaczego. Okazało się, że powodem był najwyższy w tych dwóch grupach odsetek par, konsumujących swój związek po ślubie. Odkryto wtedy mechanizm pierwszego kontaktu, który sprawia, że osobowość pierwszego partnera wyciska swoiste piętno na osobowości drugiej osoby, tak, że potem każdy następny partner seksualny porównywany jest z tym odciśniętym wzorcem. Co oznacza oczywiście niemożność osiągnięcia absolutnej pełni z partnerem piątym, piętnastym czy pięćsetnym.

W dodatku ostatnio psychologowie wspomnianymi już badaniami potwierdzili, że pary, które czekały z rozpoczęciem współżycia do nocy poślubnej, podniosły trwałość i stabilność swoich związków aż o 22 proc. Czystość przedmałżeńska spowodowała też, że pary te były o 20 proc. bardziej usatysfakcjonowane ze związku, a zadowolenie z seksu było wyższe o 15 proc.

Związek to coś więcej niż seks, stwierdził przy okazji komentowania tych badań profesor Dean Busby. I wyjaśnił, że uważa, iż te pary wypracowały umiejętność rozmowy i komunikacji. Dzięki temu lepiej radzą sobie z rozwiązywaniem różnych problemów. Również seksuolodzy zauważają, że w związkach narzeczeńskich żyjący w czystości młodzi ludzie poszukują innych niż seks sposobów...
[pozostało do przeczytania 55% tekstu]
Dostęp do artykułów: