Trąbka nad małym Lwowem

Spoglądam na Przemyśl od strony Sanu, błyszczącego w południowym słońcu. Wieże licznych kościołów strzelają w niebo smukłymi sylwetkami. Stare mury wspominają tysiące ludzkich historii, jakie rozgrywały się tu na przestrzeni setek lat: opowieści o Polakach, Żydach i Ukraińcach, o potędze i chwale, o miłości i nienawiści, o wojnach i wywózkach. Z wieży rozlega się hejnał, w maju 2016 r. wreszcie przywrócony wyklętemu przez komunistów miastu. Śpiewa o dawno minionych dziejach, które skrywają się w każdym zaułku. Wystarczy posłuchać

Pojechaliśmy, gdzie diabeł mówi dobranoc, aż pod granicę polsko-ukraińską, gdzie inne jest światło,  powietrze i inni ludzie. Droga przecinała pola, żółcące się kwitnącym rzepakiem. Pachniały kępy bzu, ich woń, zmieszana z zapachem słońca i kurzu pokrywającego asfalt, oszałamiała tak, jak oszołomić umie tylko tych kilka niezwykłych dni, w maju lub czerwcu, kiedy wiosna przeradza się w lato. Kiedy dojeżdżaliśmy do miasta, aż żałowałam, że podróż się kończy. A potem zobaczyłam Przemyśl skrzący się w słońcu, połyskujący ornamentami, Przemyśl kojący oczy zielenią porastającą wzgórza, na których piętrzy się miasto. A potem Przemyśl wybiegł do mnie uśmiechami mieszkańców, życzliwych, spokojnych, wyraźnie zadowolonych, że mogą opowiedzieć o swoim mieście. O mieście, które kochają, pięknym i trudnym, pełnym historii i legend.
Najbardziej żywa jest chyba obecnie opowieść o hejnale. Przemyśl odzyskał go po latach dzięki urzędnikom z miejskiego magistratu, przede wszystkim pani Alicji Solarskiej, która zajęła się praktyczną stroną przedsięwzięcia. Jak mi wyjaśniła, Przemyśl, podobnie jak inne grody warowne, miał swój hejnał, oznajmiano nim początek i koniec dnia oraz porę południową. Z ostatnim dźwiękiem zamykano bramę grodu. – O przemyskim hejnale wspominał w swoim „Przewodniku po Przemyślu” dr Mieczysław Orłowicz. Trudno jednak było ustalić, jak właściwie brzmiała jego melodia. Przez wiele lat, i to w różnych...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: