Półuśmiech z cienia

Pamiętam taką scenkę sprzed kilku lat. Przystanek tramwajowy przy NIK-u tonął w słońcu, a ja miałam akurat czarny okres w życiu i wracałam do domu, popłakując w garść. W takim stanie znalazł mnie Maciek – wówczas jeszcze oficjalnie: redaktor Parowski. I choć zapewne miał ciekawsze rzeczy do roboty, to przez pół godziny wycierał mi nos. A przez następne tygodnie dyskretnie pytał, czy już lepiej… Mentor, autorytet, człowiek, który odchował niezliczone pokolenia autorów i fanów gatunku, wieloletni...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: