Wówczas nie zapomniano o Ukrainie

Przytoczone niżej słowa ukraińskiego poety skreślone w połowie XIX stulecia to było tylko niespełnione marzenie. Polskę i Ukrainę tak wiele dzieliło – zdławione kozackie powstania, rzeź humańska, wzajemne zawiści i niedotrzymane zobowiązania. Jednocześnie jednak istniało wspomnienie sojuszu wykutego w orężu wspólnej walki i wspólnie przelanej krwi. Strofy dumki opiewającej polskiego „atamana” doby listopadowej insurekcji – Karola Różyckiego – jeszcze przez wiele lat po upadku powstania rozbrzmiewały w rusińskich wsiach i chutorach. Jednak sama możliwość urzeczywistnienia tego marzenie była najgorszym koszmarem sennym władców Rosji…

Więc podaj rękę kozakowi
I czyste serce swoje daj
A wspólnie w imię Chrystusowe
Wskrzesimy znowu cichy raj
(Taras Szewczenko,
Do Polaków, 1847)

Styczeń 1831 r. – niewielkie Królestwo Polskie przygotowuje się do nieuchronnej wojny z Rosją. Naiwna nadzieja zwolenników układów, że potężny wschodni sąsiad pogodzi się z listopadową insurekcją, została rozwiana przez pozbawiający złudzeń manifest carski. Imperium nigdy nie zgadzało się na najmniejszy wyłom w swoim stanie posiadania czy strefie wpływów, było to po prostu sprzeczne z rosyjską racją stanu. Bezpowrotnie przepadło kilka tygodni, które można było wykorzystać na większą mobilizację sił i środków zmniejszających niekorzystny stosunek zdolności bojowej obu stron konfliktu. W tym momencie dociera do Królestwa dramatyczny apel, a właściwie krzyk rozpaczy innych poddanych Rosji, mieszkańców wschodnich rubieży dawnej Rzeczypospolitej, przypominający, że „Litwa, Wołyń, Podole i Ukraina zawsze były jednym z Wami narodem, jedną Polską”.
Nieuchronność wojny
Ten rozpaczliwy apel niewątpliwe nie pozostaje bez wpływu na burzliwe obrady sejmu w tych dniach. Efektem coraz większej determinacji posłów jest słynny akt detronizacji dynastii Romanowów z 25 stycznia. Nie tylko na forum sejmu, nie tylko w sztabie wojsk...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: