Pokolenie ludzi honoru. Polityka zagraniczna Józefa Becka

Słynne przemówienie Becka z 5 maja 1939 r. wstrząsnęło Polską. Stało się jasne, że to koniec bezkrwawych zwycięstw III Rzeszy i wojna jest praktycznie nieunikniona.

Przemówienie to często było krytykowane jako nieprzemyślane i buńczuczne, a Beckowi zarzucano wzorowanie się na typowo polskim straceńczym romantyzmie. To niesprawiedliwa ocena, świadcząca o tym, jak trudno jest zrozumieć specyfikę postępowania elit II Rzeczypospolitej. Pokolenie, do którego należał Józef Beck, uważało swoją służebną rolę wobec państwa za najwyższy zaszczyt, a owo pełne empatii przemówienie było autentycznym przesłaniem ówczesnych włodarzy naszego kraju – ludzi honoru.

„Równa odległość”
Żeby sprawiedliwie ocenić politykę Becka w ostatnich latach przed wybuchem wojny, należy zrozumieć, jak niewielkie pole manewru miał nasz minister spraw zagranicznych. Był on niewątpliwie najbliższym współpracownikiem Piłsudskiego, a po śmierci Marszałka ‒ realizatorem jego politycznego testamentu, zwłaszcza w dziedzinie polityki zagranicznej. Marzenie Piłsudskiego z pierwszych lat po odzyskaniu niepodległości o zbudowaniu w Europie Środkowo-Wschodniej potężnego bloku „Międzymorza” rozsypało się (nie z polskiej winy) już na początku lat 20. Stało się jasne, że naszą politykę muszą zdominować relacje z dwoma wielkimi sąsiadami: Rosją Sowiecką i Niemcami. W pierwszej połowie lat 30. narodziła się słynna doktryna Piłsudskiego „równej odległości”, tzn. utrzymywania poprawnych stosunków z oboma niechętnymi Polsce mocarstwami i jednocześnie niewchodzenia z żadnym z nich w jakikolwiek układ wymierzony przeciwko drugiemu.

Linia polityki zagranicznej
Piłsudski, twardo stąpający po ziemi realista, doskonale rozumiał, że każde sprzymierzenie się z silniejszym sąsiadem musiałoby prędzej czy później doprowadzić do zdominowania Rzeczypospolitej przez to państwo. Jedyny zawarty sojusz, w którego skuteczność Marszałek...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: