Petru Schetynę nawrócił...

Wypowiedź przyszłego przewodniczącego PO o zbliżeniu do Kościoła i ponownym nawiązaniu z nim dialogu pokazała, do jak głębokiej defensywy została zepchnięta Platforma Obywatelska. – W klubie PO huczy od plotek, że Nowoczesna chce „wrzucić” ustawę o związkach partnerskich. Oni się usadzili po lewej stronie sceny politycznej, więc my musimy się przesuwać w prawo – przyznaje nam niechętnie proszący o anonimowość poseł PO

O swoich „kościelnych” pomysłach Schetyna poinformował na antenie TVN24. – Tylko partia centrum z silnym, konserwatywnym biegunem, ale też wolnościowa, jeśli chodzi o gospodarkę, czyli z tym środowiskiem liberalnym, tylko taka partia jest w stanie wygrać wybory i zatrzymać PiS – stwierdził. I postulował powrót PO „do źródeł”, co miałoby się odbyć  poprzez zbliżenie z Kościołem i nawiązanie z nim dialogu. Wspomniany wywiad odbił się w mediach szerokim echem, jednak głównie dlatego, że Schetyna, zirytowany pytaniem o własną charyzmę, gwałtownie przerwał wywiad. 
Tymczasem wbrew pozorom postulowanie powrotu do Kościoła o wiele więcej mówi o sytuacji PO i jej potencjalnego lidera niż ucieczka Schetyny ze studia TVN. Dlaczego? Przede wszystkim widać, że Platforma dramatycznie poszukuje nowego pomysłu na siebie. 
O interpretację słów Schetyny zapytaliśmy jednego z konserwatywnych posłów PO, Antoniego Mężydłę. – Słowa Schetyny o Kościele traktowałbym jako skrócony komunikat, że teraz w Platformie do głosu będą w znacznie większym stopniu dopuszczani konserwatyści – powiedział i wyjaśnił, że konserwatystów  w partii nie brakuje. – Chociaż Jacek Żalek i poseł John Godson odeszli razem z Gowinem, są przecież inni – Marek Biernacki, Joanna Fabisiak, Ireneusz Raś czy ja. I wielu innych – wymienia. Pytany, czy taki zabieg przyniesie efekty w postaci wzrostu poparcia, kiedy większość katolików została zagarnięta przez PiS, polityk mówi o odrodzeniu się „Kościoła łagiewnickiego”. – Są jeszcze w Polsce katolicy obdarzeni...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: