Alfabet Antonieg o Macierewicza

Przed esbekami uciekał bez brody, za to w damskiej sukience. Zna język Inków Keczua. Palił fajkę, wykorzystując lukę w prawie harcerskim, które zabrania palenia papierosów. Dziś jako nowy minister obrony budzi przerażenie na salonach. Antoni Macierewicz, jakiego znacie z medialnej propagandy, nie istnieje. Kim naprawdę jest jedna z najciekawszych postaci polskiej polityki? O sobie, przyjaciołach i wrogach opowiedział nam w swoim „Alfabecie”

Adam Michnik – zawsze w cieniu Jacka Kuronia. Pamiętam takie zdarzenie z lipca 1976 roku. Byliśmy w jakimś mieszkaniu na Stegnach, mówiłem o konieczności organizowania pomocy dla robotników. Kuroń strasznie się do tego zapalił. Michnik stał z boku i wreszcie powiedział: „To niech sobie Jacek i Antek zakładają te kółka samokształceniowe czy komitety, a ja wyjeżdżam”. I rzeczywiście, wkrótce wyjechał do Paryża na zaproszenie Sartre’a. Gdy wrócił w maju 1977 roku, przyjęliśmy go do Komitetu Obrony Robotników. Już jednak w sierpniu, po naszym wyjściu z więzienia, robił wszystko, by KOR przestał działać.
Mam wciąż wrażenie, że ma olbrzymie kompleksy wobec polskiej kultury. Zachowuje się tak, jakby uważał, że tylko narzucając swój sposób postrzegania świata, będzie mógł ukryć swoje słabości i fakt, że nie jest w stanie sprostać wartościom ukształtowanym przez polską cywilizację. Zawłaszczył gazetę, którą strona opozycyjna otrzymała podczas ustaleń Okrągłego Stołu, i bardzo chciałby zawłaszczyć i przekształcić na swoje wyobrażenie polską świadomość narodową. Pechowiec.

Anna Walentynowicz – trafnie nazwana Anną Solidarność, polską Joanną d’Arc. Poznałem ją w 1979 roku, ale zaprzyjaźniliśmy się w końcu lat 90. Nasze relacje przed 1989 rokiem nie były zbyt bliskie, ponieważ Ania identyfikowała się wówczas z poglądami Jacka Kuronia. Nie formułuję tego jako zarzut. Inna była wtedy atmosfera polityczna, a przede wszystkim nie była wówczas dostępna wiedza o rozmowach Kuronia z bezpieką. Dopiero...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: