Polska dla Polaków...

Tak brzmi tegoroczne hasło Marszu Niepodległości. Dla wielu, również po prawej stronie, jest jak zgrzyt, wywołuje odruch skurczu – jakby ktoś przejechał nożem po szkle. W środowisku „ludzi na pewnym poziomie” samo podejrzenie o rasizm i ksenofobię w rankingu rzeczy nie do przyjęcia zajmuje miejsce gdzieś obok pedofilii. 

A mnie to hasło bardzo się podoba, zwłaszcza w pełnym brzmieniu, wraz z rozwinięciem: „Polska dla Polaków – Polacy dla Polski”.
Po pierwsze. W czasie gdy szaleńcza niemiecka polityka „herzlich wilkommen” ściągnęła do Europy setki tysięcy, a w perspektywie pewnie miliony muzułmańskich osadników, uważam, że Polska w pierwszej kolejności jest dla Polaków. Tych z Donbasu, Mariupola, ze wszystkich miejsc, gdzie są zagrożeni. Także z Kazachstanu, czyli z tych miejsc, gdzie ich przodkowie znaleźli się nie z własnej woli. Ponieważ dotychczasowa polityka państwa nie była w stanie skutecznie zadbać o ich powrót, tym bardziej teraz, gdy próbuje się nam wmusić przyjmowanie imigrantów, należy przede wszystkim upominać się o miejsce dla naszych rodaków w ojczyźnie. To właśnie oni mogą „nas ubogacić”, rodząc dzieci, wnosząc swoje wyjątkowe doświadczenie, pracując na wzrost gospodarczy. 
Po drugie. Polska dla Polaków to też wezwanie, aby polscy przedsiębiorcy mieli takie same szanse jak podmioty zagraniczne. Nie może być tak, że z zarejestrowanych w Polsce blisko 26 tys. firm zagranicznych ponad połowa nie wykazuje w ogóle zysków i nie płaci podatku dochodowego. Zagraniczne spółki płacąc niższe podatki, jednocześnie obficie korzystają z pomocy ze środków publicznych. W latach 2010–2013 firmy z obcym kapitałem na jedno stanowisko pracy otrzymały średnio 120 tys. zł wsparcia, blisko trzykrotnie więcej niż polskie przedsiębiorstwa. 
Po trzecie. Polska dla Polaków to także postulat, by wielkie inwestycje realizowane za pieniądze podatników (rozwój infrastruktury drogowej, kolejowej, zakupy taboru kolejowego czy uzbrojenia...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: