Zbrodnicza ustawa

Rzadko która ustawa ważna dla budżetu państwa, ekonomii czy życia gospodarczego procedowana było przy takim zaangażowaniu posłów koalicji PO–PSL jak obie przyjęte ostatnio ustawy światopoglądowe.

Rząd, z uporem godnym lepszej sprawy, przepchnął przez parlament konwencję, zwaną dla niepoznaki konwencją o przemocy w rodzinie, która de facto jest przemocą wobec rodziny. Zarówno w komisjach, jak i potem na sali obrad posłowie koalicji dali przykład pracowitości, dyscypliny i, poza nielicznymi wyjątkami, jednomyślności. Teraz byliśmy świadkami podobnego zaangażowania przy pracach nad ustawą o in vitro. W żadnym wypadku nie oznacza to dbałości o jakość stanowionego prawa, troski o spójność z innymi ustawami czy namysłu nad konsekwencjami przyjętej ustawy. Nic podobnego! Zaangażowanie to karna obecność na komisjach, by większością głosów odrzucać wnioski i poprawki opozycji, a potem wzorowa frekwencja na kluczowych głosowaniach i żelazna klubowa dyscyplina. To także głuchota na argumenty tych, którzy kwestionują złe prawo. Ale nie tylko. Wielu posłów było w mediach tak aktywnych, że już nie wiadomo, czy mieliśmy do czynienia z propagandystami przemysłu sztucznego rozrodu, czy z przedstawicielem wysokiej izby. Obóz władzy w wypadku obu ustaw pokazał, kto tu rządzi.  Zrobił, co chciał, czyli przyjął niegodziwe prawo. Prezydent, walcząc o reelekcję, jak karny żołnierz PO nie sprzeciwił się przyjęciu konwencji. Teraz czekamy, jak zachowa się w przypadku ustawy o in vitro. Choć z wcześniejszych wypowiedzi można sądzić, że jest zwolennikiem ustawy, jednak przed głosowaniem w senacie wyszedł z Kancelarii Prezydenta do marszałka Bogdana Borusewicza list, który podziela wątpliwości prawne zgłaszane od dawna przez prawnikow z Instytutu Ordo Iuris. W liście czytamy, że „poważną wątpliwość co do zgodności z konstytucją i prawem międzynarodowym budzi możliwość pobierania komórek rozrodczych od dawcy, który jest niezdolny do świadomego wyrażenia zgody, w...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: