Déjà vu

Konfederacja targowicka była reakcją na nowinkarskie uchwały Sejmu Wielkiego. Tradycjonaliści i patrioci przeciwstawiali się manipulacjom i zepsuciu idącemu z Zachodu. Konfederaci przysięgali, że „wiążą się węzłem nierozerwalnym ze świętą wiarą katolicką” i dbać będą o potęgę narodu.

Jednocześnie sprzeciwiali się sojuszom z państwami zachodnimi, żeby Rzeczpospolita „samowładna była” i nie mieszała się „w wojny szkodliwe z Rosją”. Konfederaci zbulwersowani byli faktem, że mieszczanie (wiadomo, często o niepolskich korzeniach) uchwalili Konstytucję 3 maja, wywracającą cały dotychczasowy porządek. A że najazd obcych sił tradycyjne wartości podważył, trzeba było zwrócić się do kogoś, kto zasłynął z obrony tychże wartości: carycy Katarzyny. „To są nasze zamiary, te abyśmy dokonać zdołali, dzielnej pomocy tej wielkiej monarchini wzywamy, która ozdobą i chlubą wieku naszego będąc, wzgardzając podłą zazdrością i chytremi podstępy, których zawody dzielność jej kruszy i niszczy, szczęśliwość narodu cenić umie i im pomocną podaje rękę”.
Konfederaci zwracając się o pomoc, ułatwili rajd motocyklowy – przepraszam: kawalerii i piechoty rosyjskiej, który miał pomóc w utrwaleniu pokoju, dobrych stosunków i przywróceniu odebranych praw. Chyba w żadnej innej deklaracji tyle razy nie padło słowo „naród” i tak wiele nie mówi się o pokoju i wolności.
Po wejściu wojsk rosyjskich caryca zamiast z konfederatami, dogadała się z Prusami i podzieliła z nimi Polskę. Konfederaci doszli do wniosku, że ich oszukano. Chodziło im przecież tylko o interes ojczyzny i zagrożone przez obce siły wartości. Jednak nikt ich już nie słuchał. Polska przepadła na 120 lat, a konfederatów powiesili mieszkańcy Warszawy, którzy dwa lata później podnieśli bunt przeciw carycy.
Do dziś uczestnicy targowicy są symbolem zdrady.
A tacy byli zacni i tyle mieli dobrych chęci!
[pozostało do przeczytania 4% tekstu]
Dostęp do artykułów: