Czarna maca nad Sandomierzem

Maciej Parowski \ Film

Zygmunt Miłoszewski dobrze pisze, choć ma skłonność do historii z tezą. W „Uwikłaniu” kręcą go straszne ubeckie zaszłości. W „Ziarnie prawdy” grany jest polski antysemityzm, który pełni tu rolę parawanu, za którym cwany morderca tka spektakl krwi i cieni, a pisarz cyzeluje puenty. „Gniew” przepełnia złość na przemoc wobec kobiet, w imię której wypada zabijać.  Atutem pisarza jest prokurator Teodor Szacki, dociekliwy weredyk i arogant, cynik i trochę moralista, o chaotycznym życiu rodzinnym i erotycznym. W ekranizacji „Uwikłania” Bromskiego prokuratorem była rozedrgana kobieta (Ostaszewska), na co czytelnicy sarkali. Lankosz w filmie podług „Ziarna prawdy” postawił na mężczyznę. Ekran pełen jest więc Więckiewicza, jego kąśliwych puent, wściekłości, zagubienia, triumfu. Znakomity wybór, ale tamten z Ostaszewską też robił wrażenie. Powtarzają się w „Ziarnie…” teatralne mordy ostrym narzędziem do koszernego uboju. Giną żona miejscowego społecznika (Pieczyński), potem on
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze