Tylko prawda jest ciekawa

Po projekcji filmu Marii Dłużewskiej „Polacy” siedziałem dłuższą chwilę ze ściśniętym gardłem, potem przyłączyłem się do oklasków sali. Widzowie zaczęli wstawać. Na tym można by recenzję zakończyć. Ale czasem warto emocje przetłumaczyć na słowa, nazwać – by lepiej zrozumieć. 

Dzieło Dłużewskiej zaczyna się trochę tak jak film sensacyjny: niepokojąca, obca dla naszych uszu muzyka, tajemniczy motocyklista pędzi widmowymi ulicami. To Sydney. Muzyka aborygeńska, barbarzyńska. Potem nastrój się zmienia, głos instrumentów milknie, kierowca zatrzymuje motor. Zsiada, podchodzi do jakiegoś głazu i zapala znicz. Nie jest sam. Widzimy więcej zniczy, więcej osób – kończą modlitwę i żegnają się znakiem krzyża. Czytamy napis na tablicy przymocowanej do kamienia:

Non omnis moriar
W pierwszą rocznicę tragedii smoleńskiej
W hołdzie przezydentom
Rzeczypospolitej Polskiej
Lechowi Kaczyńskiemu
I Ryszardowi Kaczorowskiemu
oraz towarzyszącym im
w dniu 10 kwietnia 2010 r.
94-em polskim pielgrzymom poległym
w drodze do katyńskich mogił
Cześć ich pamięci!
Polonia z Sydney

Dlaczego w dalekiej Australii polscy wygnańcy zapalają znicze pod tablicą upamiętniającą katastrofę? Dlaczego nie mogą robić tego w Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu? Jaką tajemnicę kryje ten napis na kamieniu? 
To jest cel filmu: dotrzeć do prawdy. 
Coś więcej niż dokument. Prawda
Dokument kojarzy nam się z kategorią prawdy, prawda – często z czymś nudnym i męczącym. Film dokumentalny to na ogół żmudna praca odsłaniania wiedzy – podpiera się fotografiami, pismami, fakturami, wykładami gadających głów-autorytetów. Tym razem jednak jest inaczej. Autorytety są, lecz często pokazane w sytuacjach zwykłych – przy posiłkach, w ogródku, nawet boso – wielkości im to nie odejmuje, film ociepla. Poza tym są obrazy – w myśl zasady, że obraz to więcej niż tysiąc słów. Zdarza się także, że obraz...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: