Sanitariuszki, morowe panny!

Długo oczekiwane „Miasto ’44” łatwiej rozpatrywać w kategoriach przedsięwzięcia produkcyjnego niż artystycznego. Obraz, skrojony podług wzorów popkultury, z młodymi aktorami, traktuje głównie o postaciach im rówieśnych, jest historią myślowo zawężoną w zestawieniu z „Kanałem” Wajdy. 

Co innego, jeśli potraktować film młodego Komasy nie jak polemikę, lecz uzupełnienie, suplement do „Kanału”. Wtedy rekordowy budżet, współpraca mistrzów od filmowej iluzji, powrót do światłoczułej taśmy, tony gruzu i bezlik środków pirotechnicznych dobrze działają na wyobraźnię. Także w artystycznym sensie, wszak zagłada stolicy dużego państwa w ciągu 63 dni nie może być kameralna
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: