Sanitariuszki, morowe panny!

Dodano: 10/09/2014 - Nr 37 z 10 września 2014

Maciej Parowski \ Film

Długo oczekiwane „Miasto ’44” łatwiej rozpatrywać w kategoriach przedsięwzięcia produkcyjnego niż artystycznego. Obraz, skrojony podług wzorów popkultury, z młodymi aktorami, traktuje głównie o postaciach im rówieśnych, jest historią myślowo zawężoną w zestawieniu z „Kanałem” Wajdy.  Co innego, jeśli potraktować film młodego Komasy nie jak polemikę, lecz uzupełnienie, suplement do „Kanału”. Wtedy rekordowy budżet, współpraca mistrzów od filmowej iluzji, powrót do światłoczułej taśmy, tony gruzu i bezlik środków pirotechnicznych dobrze działają na wyobraźnię. Także w artystycznym sensie, wszak zagłada stolicy dużego państwa w ciągu 63 dni nie może być kameralna.  Wajda pracował na gotowym, na ruinach, Komasa musiał je wykreować przed kamerą. W „Kanale” oglądamy oddział dorosłych powstańców z akolitami, kiedy powstanie dogasa (jest wręcz dorzynane – ale na ekranie tego nie ma). Odwrotnie w „Mieście ’44”, gdzie zrekonstruowano łabędzi śpiew Warszawy, która ma być
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze