Wielki mały człowiek

Zwalczanie wroga własną bronią okazało się skuteczne i po trzech latach wojny wyzwoliło Hiszpanię od czerwonej zarazy

W czasach PRL robił za główną antyikonę współczesnego świata. Główni konkurenci do tej roli, Hitler i Mussolini, nie żyli, a rysowany tak chętnie z toporem Tito wrócił do łask. Negatywny obraz generała Franco podpierały argumenty z zachodnich liberalnych mediów, a pewnych pytań po prostu nie wypadało zadawać, choćby cisnęły się na usta. Bo przecież Francisco Franco Behamonde, oceniając na chłodno, okazał się człowiekiem sukcesu. Powstrzymał (z pomocą Włoch i III Rzeszy) w Hiszpanii komunizm, a następnie, pomimo zawartych sojuszy, zapobiegł wplątaniu swojego kraju w II wojnę światową, uniknął rozliczenia po jej zakończeniu, przeżył zwycięsko lata ostracyzmu międzynarodowego, stworzył podwaliny hiszpańskiego cudu gospodarczego, zadbał zawczasu o sukcesję (profilaktycznie nigdy nie zlikwidował monarchii), desygnując na tron Juana Carlosa. Na koniec umarł bogobojnie we własnym łóżku.
Jego biograf Tadeusz Zubiński nie wystawia mu jednoznacznych laurek. Nie ukrywa ogromu zbrodni dokonanych przez stronę antykomunistyczną, choć przyznaje, że były one cieniem tego, czego dokonywali towarzysze „La Pasionarii”. Zbyt często zapomina się, że bunt armii, na której czoło wskutek splotu okoliczności los wysunął generała Franco, poprzedził długi okres narastającego lewackiego terroru – niszczenia krzyży, palenia kościołów i mordowania księży. Skądinąd zwalczanie wroga własną bronią okazało się skuteczne i po trzech latach wojny wyzwoliło Hiszpanię od czerwonej zarazy.
Fascynująca książka Zubińskiego różni się od tradycyjnych biografii, tych o caudillo ukazało się sporo. Franco pozostaje nieco w cieniu wielkiej historii, którą współtworzy. Nie jest bowiem najlepszym materiałem na bohatera. Konserwatysta, gorliwy katolik, wzorowy mąż, nie jest w znaczeniu plotkarskim postacią barwną. Zawodowy wojskowy, z wcześniejszym...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: