Trudny powrót mszy trydenckiej

Upadek liturgii

Radykalną zmianę tego stanu rzeczy przyniósł list apostolski Benedykta XVI Summorum Pontificum z 2007 r. Papież uchylił w nim dotychczasowe rygory i zezwolił na swobodne odprawianie tradycyjnej mszy łacińskiej przez każdego księdza jedynie za zgodą proboszcza parafii.

Przychylność Benedykta XVI dla rytu trydenckiego jest znana od dawna. Wielokrotnie, jeszcze jako kardynał, mówił o związku między upadkiem wiary na Zachodzie od lat 60. a deformacją liturgii, jaka nastąpiła po Soborze Watykańskim II. Jego zdaniem reformy liturgiczne poszły za daleko. Doprowadziły do radykalnego, a nieraz nieuzasadnionego przekształcenia mszy, która wcześniej w niemal niezmienionej formie istniała od czasów wczesnochrześcijańskich.

Reforma pozbawiła liturgię wielu dawniejszych elementów wyrażających jej sakralny charakter – gestów kultu i czci, uklęknięć, momentów ciszy. W imię „przybliżenia mszy zwykłym ludziom” chorał gregoriański i dźwięk organów zastąpiły gitary i muzyka popularna. Na miejsce łacińskich tekstów, operujących podniosłymi poetyckimi frazami, wprowadzono tłumaczenia narodowe, niekiedy na siłę posługujące się banalnym, potocznym językiem. Kapłan, wcześniej skupiony na Bogu i zwrócony w trakcie mszy w kierunku ołtarza, został odwrócony do wiernych, stając tyłem do zepchniętego w cień tabernakulum.

Te już radykalne, oficjalne zmiany, dokonane w większości wbrew samemu soborowi, stały się tylko wstępem do dowolnej liturgicznej twórczości postępowych katolików, którzy w latach 60. i 70. zdominowali kraje Zachodu. W wielu kościołach zamarły najbardziej podstawowe formy religijności, takie jak modlitwa, post czy spowiedź, a msze zamieniły się w pseudoreligijne happeningi, którymi liberalni księża zabawiają swoich znudzonych wiernych. Religijny człowiek, wcześniej szukający w kościele słów prawdy i mający w trakcie mszy poczucie bliskiej łączności z Bogiem, może w czasie nowoczesnych happeningów...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: