Duch oświecenia

Nie ma wielu tradycji. Są dwie. Chrześcijański sposób urządzenia państwa i społeczeństwa oraz rewolucyjny, antychrześcijański

Tydzień temu zacząłem przybliżać myśl Michaela Jonesa, którą wyłożył w książce „Libido dominandi”. Pokazuje w niej, w jaki sposób pooświeceniowe europejskie elity metodą prób i błędów wypracowały system zarządzania społeczeństwami, którego siłą napędową jest zaspokajanie ludzkich namiętności. Św. Augustyn głosił myśl, która zresztą jest powtarzana przez większość religii, że człowiek jest wolny, kiedy panuje nad swoimi emocjami, nad pożądliwościami. Rewolucyjny pomysł na zarządzanie społeczeństwami jest dokładnie odwrotny. Rewolucjoniści już w XVIII w. stwierdzili, że człowiek musi być wyzwolony od przesądów religii, z więzów małżeństwa, z „niewoli ideologii posługującej się pojęciem grzechu”. Jeśli jednak antropologia chrześcijańska głosi prawdę – a głosi – rodzi to zagubienie. Jeśli z dekady na dekadę coraz większe grupy tworzące zachodnie społeczeństwa zostają wyzwolone z moralności, powoduje to pogubienie się całych narodów czy społeczeństw. Bo dylemat jest prosty. Trzeba dokonać wyboru. Albo cudzołóstwo jest grzechem, albo wyzwoleniem. Jeśli jest grzechem, niesie ze sobą niszczące człowieka konsekwencje. 
W planie społecznym rewolucjonistom pomogło odkrycie mechanizmów kontroli psychologicznej, zakładającej sterowanie ludźmi poprzez wykorzystanie ich namiętności w taki sposób, aby nie byli tego świadomi. Te odkrycia dały środowiskom uprzywilejowanym narzędzia kontroli mas. 
Ten rewolucyjny proces odchodzenia od opisu świata językiem objawienia do opisu świata językiem wyzwolenia prowadzi też do degradacji intelektualnej Zachodu. Skoro bowiem wyzwoleni z chrześcijańskiej moralności nowożytni intelektualiści przestali być ludźmi pełnymi wewnętrznego ładu – co było skutkiem pielęgnowania cnót – i zaczęli zgadzać się na uleganie namiętnościom i na różnego rodzaju eksperymenty, ponosili wewnętrzne...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: