Jedzie pociąg z daleka…

Maciej Parowski \ Film

Filmowa fantastyka odnawia się za sprawą komiksu („Heavy Metal”, „Sin City”, „ 300”), ale może przezeń kiksować. Skrótowość i brak umiaru papierowej sztuki wymaga ostrożnego adaptatora. Komiks jest sztucznością, kino imituje życie, stąd łatwo o kolizję – i to jest przypadek „Snowpiercer…”. Joon-Ho zrobił film efekciarski. Startuje w konwencji „katastroficznej”, ale chce czegoś więcej niż rekonstrukcji potopów, spadających gwiazd czy wielkiej zmarzliny. W przeszarżowanej formie opowiada o degeneracji socjalnej i indywidualnej. Oto walka z efektem cieplarnianym sprowadziła na świat w 2031 r. wielki chłód – ta intuicja jest dobra, po co igrać z naturą. Ale wizja upadku społeczeństwa, ulokowana w pociągu pędzącym przez lodowe bezdroża, w którym wagony zamieszkują – im dalsze od lokomotywy – coraz bardziej uciemiężeni robole, budzi wątpliwości. Dzikie sytuacje i brawurowe obrazy długo te obiekcje zagłuszają. Oglądamy kaleki i degeneratów, niczym z gułagu, sekowanych przez
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze