Byłem tutaj

Wacław Perycz wrócił do rodzinnego Chłopkowa w sierpniu 1944 r. Tam od razu został aresztowany, a następnie przewieziony do siedleckiego UB. Tak wspomina pobyt na Piłsudskiego 4:

– Pierwsze piętro, cela nr 14, po prawej. Prowadzą nas ośmiu do celi. Pierwszy wchodzi starszy Zaręba, lat ok. 60, i od razu: pach! – dostał w łeb od więźnia i leży.

– Myj, sk...., kibel! – krzyczy więzień do Zaręby. Nie wiedziałem, o co chodzi, ale wchodzę drugi i od razu więźnia w łeb – a kopyto miałem zdrowe – i krzyczę to samo: – Myj, sk...., kibel! A on rakiem, rakiem w kąt, rękę do dębowego cebrzyka włożył – a to był kibel – i zamieszał. Smród jak jasna cholera! – śmieje się Perycz. Tak został szefem celi, a gdy bawiono się w „dupnika”, to Zaręba siedział na stołku i trzymał tego, co go przywitał, a Perycz lał. – Jak solidnie przyłożyłem, to obaj spadali – wspomina były partyzant.

4 grudnia 1944 r. por. Niemiec, szef Rejonowej Komisji Uzupełnień, złożył mu propozycję: – Chcesz iść do wojska czy wolisz tu siedzieć?

Był w 8. dywizji LWP. Po przejściu Odry poszli na Bauzen, Drezno i od południa mieli nacierać na Berlin. Pod koniec kwietnia 1945 r. plany się zawaliły. – Rozpieprzyła nas grupa Schornera – ocenia po żołniersku Perycz. Z rozbitych oddziałów tworzono pułki zapasowe, a z byłych akowców – II Samodzielną Grupę Szturmową. Skierowano ich na Wał Pomorski, gdzie likwidowali niemieckie niedobitki. Ostatnie walki toczyli jesienią 1945 r. w Borach Tucholskich. Perycz dosłużył się starszego sierżanta. Jego oddział był kompletnie odizolowany od Sowietów.

Miał dostać „czapę”

Wrócił do domu 6 grudnia 1945 r., a po tygodniu został aresztowany. Do 1954 r. zamykano go sześć razy, odsiedział łącznie 5 lat i 3 miesiące. Był „zaplutym karłem reakcji”. W 1954 r. siedział na Rakowieckiej, a Sąd Wojskowy oskarżał go o strzelanie do Żydów i zabicie radzieckiego oficera.

– Proszę Sądu, niech...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: