Ostrzegając przed triumfalizmem

Ci, którzy ostrzegają PiS przed triumfalizmem, mają oczywiście rację. Nic nie jest rozstrzygnięte. Jeszcze karta może się odwrócić. Tusk chce przeczekać kryzys – liczy na to, że gospodarka ruszy, że wróci koniunktura, napłyną nowe pieniądze z Brukseli, że nastroje się poprawią, gdy będzie „kasa”. Ma też nadzieję, że ponownie uda mu się pobudzić negatywne uczucia wobec opozycji.
 
Nie można wykluczyć nawet prób sprowokowania zamieszek, by zdyskredytować PiS i przedstawić siebie jako jedyną zaporę przed „faszyzmem”. Trwają także próby podzielenia antyplatformowego obozu patriotycznego. Niestety, nie całkiem bezskuteczne...
 
Koniec z fatalnym zauroczeniem PO
 
Znając labilność Polaków, ich emocjonalność, podatność na medialną manipulację, nie można wykluczyć, że zamysł ten powiedzie się i że po następnych wyborach parlamentarnych Polską będzie rządziła, na przykład, koalicja PO-SLD. Tym bardziej że najpotężniejsze grupy interesów i warstwy uprzywilejowane III RP są zaangażowane w obronę obecnych rządów. Wiedzą, że tym razem już nikt nie będzie przejmował się oskarżeniami o „zawłaszczanie państwa” po tym, jak oni zagrabili go bez reszty, że nikt nie będzie brał poważnie skarg na upolitycznienie mediów po tym, jak uczynili z nich tubę propagandową obozu rządzącego itd. Silne jest także wsparcie zewnętrzne, zwłaszcza z Niemiec.
 
Jednak patrząc na to, co dziś dzieje się w kraju, coraz bardziej prawdopodobny jest całkowity, sromotny upadek Tuska i jego Platformy. Upadek AWS przy tym, co czeka PO, to może być „godne odejście”. Fatalne zauroczenie Platformą części polskiego społeczeństwa przeradza się w nienawiść. Negatywne emocje dawnych zwolenników PO, teraz głęboko rozczarowanych, często są dzisiaj większe niż tych, którzy od dawna nie mieli co do niej żadnych złudzeń. Zdaje się, że Tusk zaczyna poważnie się obawiać, iż wynik jego starcia z Jarosławem Gowinem będzie dla niego niekorzystny, nawet jeśli...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: