Honory dla władyki-kolaboranta

Im bliżej 70. rocznicy Krwawej Niedzieli na Wołyniu, tym bardziej niektóre środowiska, wspierane mocno przez  PO, starają się nie tylko wybielić zbrodniarzy spod znaku tryzuba, ale i uczynić bohaterów z osób, które nie są tego godne. Przykładem jest projekt nadania jednej z ulic w Przemyślu imienia biskupa greckokatolickiego, Jozafata Kocyłowskiego. Z pozoru mógłby to być dobry pomysł, bo hierarcha ów był z miastem związany przez dziesiątki lat. Poza tym został wyniesiony na ołtarze w 2001 r. Jednak gdy bliżej przyjrzymy się tej postaci, pojawiają się poważne wątpliwości. W 1918 r. Kocyłowski jako nowo mianowany unicki biskup przemyski opowiedział się za oderwaniem Przemyśla od odradzającej się Polski. W 1923 r. złożył on wprawdzie przysięgę na wierność rządowi polskiemu, ale w 1941 r. sprzeniewierzył się jej, witając hucznie wraz z innymi duchownymi ukraińskimi wojska Hitlera. Z kolei 4 lipca 1943 r. odprawił w Przemyślu mszę św. polową dla ochotników do 14 Dywizji SS Galizien, która
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze