Szemrane zwycięstwo

Parę razy pisałem już, że świętowanie 4 czerwca jest pomysłem absolutnie chybionym. Ale ponieważ wciąż ten pomysł wraca, i ja wracam do tego tematu.

Otóż świętem narodowym powinna zostać ogłoszona rocznica strajku sierpniowego. Wszystko, czego dowiadujemy się z czasem o esbeckiej grze prowadzonej wokół niego i agenturach, które zdołali komuniści wewnątrz rodzącego się ruchu uruchomić, nie zmienia faktu, że było to wielkie polskie zwycięstwo i początek końca komunizmu.

Natomiast czym były „kontraktowe” wybory? Efektem szemranego dilu, do dziś właśnie nie wiadomo, przez kogo ostatecznie zawartego i jak dokładnie brzmiącego. Że była jakaś umowa, to wszyscy wiedzą, choćby stąd, że uczestnicy magdalenkowych narad wielokrotnie deklarowali, że trzeba jej dotrzymać. Ale gdzie jest jej treść?

Rocznica tych ułomnych wyborów − „świętem wolności i demokracji”? Toż to bezczelność i kpina ze zdrowego rozsądku. 4 czerwca magdalenkowe elity, wręcz przeciwnie, pokazały Polakom, że mogą im skoczyć na puklerz. W pierwszych od dziesięcioleci, półwolnych wyborach Polacy wyrazili jednoznacznie wolę odsunięcia PZPR, wycinając w pień „listę krajową”. A wtedy stara nomenklatura ramię w ramię z nową pokazały im gest Kozakiewicza, zmieniając pomiędzy I i II turą ordynację w taki sposób, aby wbrew werdyktowi wyborców zrealizować to, co między sobą poufnie ustaliły.

To dzisiaj mamy świętować? Chyba jako pomnik arogancji elit III RP, które od pierwszej chwili uznały, że społeczeństwo „nie dojrzało” do demokracji i reform, i „oświeceni”, którzy wszystko wiedzą lepiej, nie mają najmniejszej potrzeby się jego niedojrzałymi decyzjami przejmować. Zgoda, jeśli przyznać ten prawdziwy sens 4 czerwca, to na datę symbolizującą III RP jak najbardziej się on nadaje. Ale niech pan prezydent i skupieni pod jego czekoladowymi skrzydłami rzecznicy świętowania tej daty wyartykułują to jasno i wyraźnie, zamiast mydlić nam oczy oczywistymi bredniami o „wielkim,...
[pozostało do przeczytania 6% tekstu]
Dostęp do artykułów: