Peerelowski zakaz

Często słyszane z ust polityków zdanie, że nie komentują orzeczeń sądów, jest efektem niemal 30 lat obowiązywania ograniczeń prawa prasowego, które przez bojaźliwych polityków i pismaków zostało już dość dawno rozszerzone na całość dorobku judykatury.
 
W mrocznych latach stanu świeżo powojennego, 26 stycznia 1984 r., ówczesny sejm uchwalił tzw. prawo prasowe. Obok innych utrwalających władzę ludową przepisów tej kagańcowej ustawy znalazł się tam artykuł – nomen omen – trzynasty. Otwiera go norma ze wszech miar niedemokratyczna i tłumiąca prawo do krytyki władzy, w tym konkretnym przypadku – władzy sądowniczej. Wedle nadal obowiązującego brzmienia tej ustawy, nie wolno wypowiadać w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w pierwszej instancji.

Często słyszane z ust polityków zdanie, że nie komentują orzeczeń sądów, jest efektem niemal 30 lat obowiązywania ograniczeń prawa prasowego, które przez bojaźliwych polityków i pismaków zostało ze strachu już dość dawno rozszerzone na całość – niekiedy żałosnego – dorobku judykatury.

Jak to z trzynastką często bywa, jest ona w przypadku tego artykułu prawa prasowego pechowa od początku do końca. Nie dość że proklamuje kagańcowe normy dotyczące orzecznictwa sądowego, to jeszcze wprowadza pozornie zgodny ze standardami praw człowieka zakaz publikowania w prasie wizerunku oraz danych osobowych osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe. Słuszny co do zasady przepis nie został jednak opatrzony wyjątkiem, w myśl którego zakaz publikacji danych i wizerunków osób podejrzewanych lub oskarżanych nie dotyczy osób publicznych. W efekcie, stosując ten kuriozalny przepis wobec znanego bramkarza futbolowej reprezentacji Polski, podejrzewanego przez prokuratora o udział w bójce, dziennikarze zaprezentowali rozmowę z jego bratem, o ile pamiętam Dariuszem, i umieścili na ekranie napis głoszący: „Dariusz Majdan, brat Radosława M.”....
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: