Imperium gdy powstanie...

Dodano: 26/02/2013 - Nr 9 z 27 lutego 2013

„Wymarsz Uderzenia” był podobno ulubionym utworem siedemnastoletniej sanitariuszki. We wrześniu 2012 r. można go było usłyszeć podczas uroczystości odsłonięcia pomnika Siedzikówny w krakowskim parku Jordana. Jest w nim mowa o bzach, kłosach i kalinach, ale i o tym, że „Imperium gdy powstanie, to tylko z naszej krwi”. W świetnym skądinąd spektaklu „Inka 1946. Ja jedna zginę” słowo „Imperium” zmieniono na „Polska”, pewnie po to, by maksymalnie uprościć przekaz. A przecież idea imperialna nie jest żadną skamieliną. Obecna zarówno w tradycji piłsudczykowskiej, jak i narodowej („Prosto z Mostu”, „Sztuka i Naród”), wciąż stanowi wyzwanie dla polskich patriotów. Łącząc idealizm z pochwałą siły i czynu, może stać się pomostem między różnymi środowiskami. W wierszu Trzebińskiego chodzi o Imperium Słowiańskie, gdzie granice będą „z miłości, a nie z krwi” – federację narodów środkowoeuropejskich niezależną od Rosji i Niemiec. Ale jakkolwiek zdefiniujemy tę wspólnotę, niezmienne jest powołanie
     
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze