Tusk – Kazimierz Wielki w krzywym zwierciadle

Jeszcze nie tak dawno wśród komentatorów głównego nurtu panowało przekonanie, że jakakolwiek zmiana polityczna w obecnej kadencji sejmu nie jest możliwa. Koncepcję rządu technicznego z prof. Piotrem Glińskim na czele uważano za mrzonkę i „niepotrzebne burzenie spokoju”. Na wszelki wypadek używano jako ognia zaporowego arsenału chwytów propagandowych, aby ideę tę i samego prof. Glińskiego ośmieszyć i wdrukować w umysły Polaków niechęć lub pogardę do niego i jego koncepcji.

Silni słabością

Tymczasem sprawy mają się całkiem inaczej. Obóz władzy jest stabilny nie dlatego, że jest silny, lecz paradoksalnie dlatego, że jest słaby i kurczowo broni się przed oddaniem rządów w inne ręce, wiedząc, że cena tego może być dla niego wysoka. To strach i profity czerpane z dzierżenia władzy są jego spoiwem. Kto w nim tkwi, coraz bardziej kala się tym oportunizmem.

Już pod koniec zeszłego roku wyraźne było widać objawy dekompozycji obozu władzy, zaostrzenie się rywalizacji i konfliktów paraliżujących go od wewnątrz. Oczywiste stawało się też, że ekipa Tuska nie ma zdolności ani do strategicznego rządzenia Polską (tej nigdy nie miała), ani do bieżącego zarządzania krajem i formułowania krótkotrwałych nawet recept na zapobieżenie kryzysowi. Rozbicie wewnętrzne własnego obozu premier zatrzymywał osobistymi interwencjami.

Gwałtowne spowolnienie rozwoju polskiej gospodarki, wzrost bezrobocia przy utrzymującej się skali emigracji za chlebem, porównywalnej tylko z czasami wielkiego kryzysu, ciągłe podnoszenie podatków i danin publicznych przy jednoczesnym wzroście zadłużenia państwa, wydłużenie przymusu pracy, katastrofa w finansach służby zdrowia – wszystko to pokazuje, że rząd Tuska nawet w sferze gospodarczej, która miała być rzekomo jego silną stroną, dostaje od rzeczywistości potężne ciosy i nie potrafi podnieść się z desek.

„Front ideolo” w natarciu

By zatrzeć porażki na polu...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: