Restytucja Niepodległości

Tym argumentem jest fakt, że obecne państwo, leżące między Bałtykiem i Tatrami oraz między Odrą i Bugiem, jest prawną kontynuacją wspomnianego wcześniej bytu, którego żaden z członów nazwy nie odpowiadał prawdzie. Polska nie była bowiem wówczas wcale polska, moskiewski protektorat zastąpić miał republikę, czyli po naszemu Rzeczpospolitą, a ludowa była ona w stopniu, w którym lud wpływał na jej kształt ustrojowy i polityczny, czyli w żadnym. Użyty argument, jak miałem okazję przekonać się, wysłuchując głosów czytelników, jest powszechnie niezrozumiany i zapewne dlatego głęboko lekceważony. Pokutuje tyleż powszechne co podświadome przekonanie, że zmiana ustrojowa jest równoznaczna z dyskontynuacją państwowości. Piszę „podświadome”, gdy zaczynam bowiem ze zwolennikami tego poglądu dyskutować i stawiać proste argumenty, wówczas także oni dochodzą do wniosków, których istnienia wcześniej nie podejrzewali. Wszak konstytucja z 1997 r., podobnie jak nowela konstytucji z 1952 r., czyli tzw.
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze