CO TO ZA WARSZAWIACY?

Nie jestem zdziwiona tym rezultatem, bo wiem, co to za „warszawiacy” zamieszkują naszą stolicę. Są to byli milicjanci, esbecy, wojskowi, urzędnicy państwowi wysokiego szczebla i stara kadra profesorska oraz potomkowie tych warstw, które osiągnęły swoje pozycje dzięki służalczości wobec władz PRL‑u i przyjaźni polsko-sowieckiej. Drugą część „warszawiaków” stanowią tzw. słoiki – przybysze z prowincji wykształceni byle jak, nieznający historii kraju, zapatrzeni w awans, który uzyskają dzięki popieraniu władzy, która jest tak blisko, na sąsiedniej ulicy. Można zemdleć z wrażenia. „Mamo, widziałam dziś w supermarkecie prawdziwego posła, żywego. Kupował jak inni. Nie do wiary!” – SMS‑uje zachwycona „warszawianka” do swojej wioski.

Pomnik? Jaki pomnik? Nie widziałem, ale jak pani prezydent chce go tam postawić, to niech postawi. A ten Berling, kto to taki? Wyzwalał Warszawę, to znaczy jest w porządku, i był dowódcą polskiej armii. Też dobrze. A w ogóle, co mnie to wszystko obchodzi. Mnie obchodzi ta promocja w supermarkecie na nowe tablety. Lecę kupić, żeby szpanować. Wsiądę do samochodu na kredyt, z tabletem na raty, włączę GPS-a, wyjadę na autostradę A2 i będę cholernie ważny, aż do Nieszczęścia Dolnego, a tam wysiądę jak jakieś panisko, w moim nowym płaszczu z wyprzedaży i rodzina spadnie z krzesła.

Jest trochę prawdziwych warszawiaków, którzy – jak pewien młody taksówkarz – nie mają dokąd wyjechać na urlop, bo na płatne wczasy ich nie stać, a nie mają na wsi żadnej rodziny. To jakieś 30 proc. mieszkańców miasta. Oni wiedzą, kto to był Berling i armia sowiecka.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: