Skazani na idealizm

Pamiętam, jak po objęciu stanowiska premiera przez Jarosława Kaczyńskiego celebryta Maciej Maleńczuk stwierdził, że „reżimem tu pachnie” i spłodził tekst piosenki o „duecie kaczym”, który „ludzi używa jako swych narzędzi” i „w ruch służby puszcza niczym gończe sfory”. Śmiejąc się z tej twórczej egzaltacji, nie przypuszczałem, że w kolejnych latach – za sprawą partyjno-medialnej propagandy – zakorzeni się ona w społecznej świadomości. Wydawało się, że Polacy nigdy nie uwierzą w coś tak niedorzecznego. A jednak z tej fantazji, obficie podlanej łzami posłanki Sawickiej, wyrosła czarna legenda IV RP.

Każdy reżim działa podobnie. Żeby zasłonić lub usprawiedliwić własne grzechy, oskarża o nie ludzi najbardziej bezinteresownych i skłonnych do poświęceń, słowem – idealistów. Komunistyczni totalitaryści i zdrajcy ojczyzny określali wrogami demokracji i zdrajcami ojczyzny patriotycznych obrońców wolności. Kolportowana w okresie PRL czarna legenda AK i NSZ okazała się tak silna, że jeszcze dziś znajduje swoich wyznawców. Na szczęście jest ich coraz mniej. Bohaterowie niepodległościowego podziemia zrobili dla Polski zbyt wiele, by prawda o nich nie stała się w końcu wspólnym dziedzictwem Polaków.

Podjęta przez braci Kaczyńskich próba zerwania z układem Okrągłego Stołu i odbudowania podmiotowości Polski w Europie ma znacznie mniej spektakularny charakter. To wciąż raczej projekt, program, wyzwanie niż rozpoczęte dzieło. Wszystko to, co z trudem udało się zrobić, zwłaszcza w sferze prawa i polityki zagranicznej, po Smoleńsku zostało ośmieszone i zrujnowane. Nazwa IV RP długo wydawała się dobrym rozwiązaniem na przyszłość jako czytelny znak zerwania ciągłości z tradycją postkomunizmu. Czy jednak dziś, gdy została skompromitowana przez reżimową propagandę, ma jeszcze jakiś potencjał?

Stawiam to pytanie, bo nie wyobrażam sobie, by po odzyskaniu podmiotowości Polska nadal była określana jako III RP. Bracia Węgrzy zaczęli swoją drogę do wielkości...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: