Demony Kaukazu



Pomijając już pozbawienie go jakiegokolwiek człowieczeństwa i zaliczenie do gatunku drapieżnych zwierząt, Siemionow przede wszystkim konkludował z ulgą, że nie ma już abreków. Skończył się ich czas. Był to bowiem czas po pacyfikacji wieloletnich powstań Mansura, Szamila i wydawało się rosyjskim historykom, że ogromny upust krwi, wyniszczenie materialne i deportacje na katorgi złamały ostatecznie opór górskich narodów północnego Kaukazu.

Abrek stał się szczególnie atrakcyjnym obrazem literackim. Romantyczni poeci rosyjscy XIX wieku w pełnych ekspresji frazach sygnalizowali jego obecność. Ubierali go ze staranną dbałością w piękne szaty – czuwaki z miękkiej, koźlej skóry na stopach, barania papacha lub karakułowa okrągła czapka na głowie, inkrustowali srebrem jego broń. Orlą urodę podkreślali siłą wyrazu posępnego wejrzenia. Spowity był w mroczną aurę fanatyzmu, mordu, zemsty, rabunku. Nierzadko stanowił kwintesencję zabijania dla zabijania. W poszarpanym śnieżnymi wierzchołkami gór pejzażu komponował się nadzwyczaj sugestywnie. Był egzotyczną osobliwością.

Krnąbrna i zła wola dzikusów wobec dobroczyńców

Oddzielała go od rosyjskich obserwatorów odległość, jaka dzieli aktorów na scenie od publiczności. Nigdy nie starali się zbliżyć do niego i spróbować pojąć intencję jego walecznych porywów, niezłomną wrogość wobec najeźdźców i obojętność na śmierć wpisaną w jego posłannictwo. Był obcą niepojętą istotą. Jeżeli już zbliżali się w próbach opisu do poziomu bardziej realistycznego, to wybuchali świętym gniewem i oburzeniem przedstawicieli wielkiego mocarstwa. Uważali, że niosą posłannictwo cywilizacyjne dzikim ludom, właściwie szczepom, bo odmawiali im wyższych form wspólnotowych – a spotkali się w swej misji z czarną niewdzięcznością.


Michał Lermontow w „Bohaterze naszych czasów” ustami Pieczorina wygłasza szereg refleksji i spostrzeżeń na temat stosunków panujących na zdobywanym przez...
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: