Polska, podziemna gra w klasy

Czarna noc wojny

Gdy wybuchła wojna, mała Gienia miała pierwszy raz pójść do szkoły. – Strasznie płakałam, bo bardzo chciałam się uczyć. Ale nie było już jak.
Najpierw przyszli Niemcy. – Byli dwa tygodnie, a potem Sowieci. Mieliśmy 8 km do granicy. Nie wiem, czy dobrze, czy źle, że znaleźliśmy się po stronie sowieckiej, bo tam nie było dobrze. Ale jak zaczęły się wywózki na Sybir, mama na noc nas ubierała, a nie rozbierała. Każde z nas miało coś ciepłego i tobołek. Sołdaci przychodzili o 4 nad ranem i szukali partyzantów. Strach był okropny.

Po ponownym wejściu Niemców mała Gienia uparła się, by pojechać z mamą do Brześcia. – Od zawsze lubiłam podróżować, włóczyć się, chciałam zwiedzać świat. Byłam bardzo ruchliwym dzieckiem. Gdy dojechałyśmy do miasta, Niemcy nas zgarnęli i zapędzili na plac. To już było po likwidacji getta. Ktoś widocznie doniósł, że polska rodzina ukrywa rodzinę żydowską. Rodzice stali z dziećmi na tym placu. Wszędzie Niemcy z psami. Najpierw zastrzelili polskie dzieci, potem matkę i ojca. Żydzi musieli na to patrzeć, potem zginęli i oni, zepchnięci do dołu. Mama chciała mi zasłonić oczy, ale żandarm uderzył ją kolbą karabinu. Musiałam na to patrzeć... – zawiesza głos.

Biwak nad Bugiem

– Jak znowu weszli Rosjanie, nie było już życia. W dzień sołdaci, w nocy partyzanci. Raz Sowieci szukali u nas partyzantów, mamy nie było, a tylko ona miała klucz do szafy. Przestrzelili szafę. Mama uparła się, by wyjechać na Zachód. Pamiętam jeszcze taki epizod. Mieliśmy sąsiadkę, która przygarnęła rosyjskie dziecko z sierocińca, bo za pierwszej okupacji sowieckiej Rosjanie utworzyli sierociniec dla „bezprizornych”. Po wejściu Niemców ludzie poprzygarniali te dzieci, bo bali się, że Niemcy je pozabijają. Ten chłopiec, Wania, wyglądał jak pączek w maśle, bo przybrana rodzina bardzo o niego dbała, jak o własnego syna. A jak weszli Rosjanie, to Wanię zabrali. Płakał, chciał jechać...
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: