Ratusz jak więzienie

Kolejny sukces pani prezydenty to przebudowa ul. Emilii Plater na odcinku pomiędzy byłą ul. Świętokrzyską a Al. Jerozolimskimi. Zlikwidowano tam kilkadziesiąt miejsc parkingowych, bo miał powstać wielki parking podziemny. Nie powstał, a w miejscu, w którym można było poprzednio zaparkować samochód i zapłacić parkingowe dla miasta, ustawiono metalowe siatki, wsypano do nich tysiące kamieni i posadzono brzozy. Ot, takie upiększenie stolicy, a dla parkujących pozostaje płatny parking pod galerią handlową, z którego dochód czerpie jej właściciel, a nie stolica.
Na największy do tej pory sukces pani Hani trzeba było jednak poczekać do momentu, gdy weszło w życie rozporządzenie miłościwie nam panującego prezesa Rady Ministrów w sprawie instrukcji kancelaryjnej. Powołując się na ten wiekopomny akt prawny, funkcjonariusze ratusza otwierają wszystkie listy przychodzące na adres ich kancelarii, niezależnie do kogo są one kierowane. Nie ma także znaczenia, że na kopercie listu adresowanego do opozycyjnego radnego widnieje dopisek „do rąk własnych”. I tak kancelistka lub kancelista pani prezydenty przeczyta kierowaną przez mieszkańca skargę, by odpowiednio wcześnie można było usiłować całą sprawę poruszaną przez zatroskanego wyborcę zatuszować, a przynajmniej się jej wyprzeć. Urzędasy z warszawskiego ratusza tłumaczą, że instrukcja każe im wpisać do obowiązkowej ewidencji skrót treści rejestrowanego pisma. Zapominają jednak zupełnie, że par. 42 instrukcji kancelaryjnej wskazuje, iż nie trzeba rejestrować danych z pisma umieszczonego w kopercie, której nie można otwierać, czyli właśnie korespondencji cudzej. Jedynym znanym mi wyjątkiem od zasady tajemnicy korespondencji jest aresztowa i więzienna cenzura listów. Widać pani Hani zamarzyło się uczynić z naszego miasta jedno wielkie więzienie.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: