Obrońcom wolności słowa do sztambucha

Felieton [Z bliska]

„Pora umierać” – dźwięczy mi w uszach to powiedzonko od momentu, gdy dowiedziałem się, że na sejmowej komisji, w trakcie awantury wywołanej projektem nowelizacji ustawy medialnej, Seweryn Blumsztajn przywoływał moje nazwisko w pozytywnym kontekście. 

Oto katolicki, narodowy, kontrowersyjny (jak dotąd o mnie pisali) publicysta staje się dla środowiska „Gazety Wyborczej” kimś pozytywnym – przykładem tłumienia wolności słowa w Polsce. Każdy, kto zna przekonania Blumsztajna i pamięta jego udział w tzw. Strajku Kobiet z plakatem „Pierd…, nie rodzę”, musi być nieco zszokowany. Nie unieważniając dyskusji nad poszczególnymi zapisami i momentem procedowania nowelizacji medialnej ustawy, dzisiejszym obrońcom wolności słowa chciałbym przypomnieć trzy kwestie. 

Po pierwsze, skoro inne cywilizowane kraje, uznając szczególną wrażliwość przestrzeni informacyjnej i wpływ mediów na suwerenność gospodarczą, kulturową i polityczną, chronią swój medialny rynek przed

     
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze