Prawda salonów

Tak, otóż, dokładnie wbrew insynuacjom pani Paradowskiej, my nie wiemy i domagamy się tej wiedzy. To oni wiedzą. Wiedzą od pierwszych minut po tragedii, kiedy to w ślad za mediami rosyjskimi powtarzali opowieści o czterech próbach lądowania. Wiedzą na pewno i nic ich z tej pewności nie jest w stanie wyrwać, żaden fakt, żaden najoczywistszy nawet argument.
To nie ma znaczenia, że na kopiach zapisów z „czarnej skrzynki” nie ma ani słowa o „debeściakach”. Nie przeszkodzi to po raz enty powołać się na nie kolejnemu, powtarzającemu z politowaniem słowo „przecież” salonowemu autorytetowi. To nic, że wcale nie ma na tych taśmach przypisanych pilotowi słów „jak tu nie wyląduję, to on się będzie mnie czepiał”. Nie przeszkodzi. Ani fakt, że rzekomej kłótni pilota ze śp. generałem Błasikiem, nagranej jakoby przez przemysłowe kamery na Okęciu, nie było, i nie było też świadka, który jakoby na własne uszy słyszał, jak generał wulgarnymi słowy rugał pilota, który jakoby nie chciał lecieć.

Jest za to na taśmach wyraźnie zapisane: „odchodzimy”. Na wysokości 100 metrów, regulaminowej wysokości decyzji, pilot postanowił przerwać lądowanie. Chwilę później drugi pilot powtórzeniem na głos jego komendy potwierdził przerwanie procedury. Nie wiemy, i tu jest właśnie klucz do zagadki, dlaczego samolot mimo to nie zaczął się wznosić. Ale wiemy przynajmniej tyle, że przyczyną tragedii ponad wszelką wątpliwość nie była próba lądowania za wszelką cenę, bo piloci nie próbowali lądować.

To nie przeszkadza „Wyborczej” młócić w kółko insynuacji, dywagować o naciskach i locie do Gruzji, a jej wyznawcom powtarzać z pobłażliwym uśmiechem, że „przecież”... Przecież oni już dawno orzekli, od pierwszej chwili − i nic ich z tej pewności nie wytrąci.

A feralnego dnia w WTC 4 tysiące Żydów nie przyszły do pracy, powtórzy zawsze zakuty antysemita, bo on wie i już. To dokładnie ten sam ludzki gatunek i ta sama patologiczna umysłowość, co u profesora Kika, redaktor...
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: