Operacja „Referendum”. Kłamstwo założycielskie PRL

FOT. ARCH.
FOT. ARCH.

Historia [PRL]

„Polsce komunizm pasuje jak krowie siodło” – rzekł ponoć Stalin. Powiedział też, że „nie Niemcy, ale Polska jest naszą największą zdobyczą”. Dla utrzymania tej zdobyczy dyktator skierował potężne siły zbrojne, liczne grono „doradców” sterujących i kontrolujących każdy aspekt życia. To dla utrzymania Polski pod władzą Moskwy najwierniejsi z polskich janczarów komunizmu, z Bierutem na czele, gotowi byli zrobić wszystko: mordować, torturować i poniżać Polaków, deptać dobre imię Polski, a przede wszystkim kłamać i oszukiwać. Po kłamstwie „wyzwolenia” przyszły kolejne, z nich zaś jednym z największych i najbardziej bezczelnych było referendum z 30 czerwca 1946 roku.

Ideologia komunistyczna i dialektyka marksistowska mają dziwną moc: ulegają im nawet ci, którzy posługują się nimi do mamienia „mas ludowych”. Łgarze zatruwający ludzkie umysły zaczynają wierzyć w swoje kłamstwa i oderwane od rzeczywistości idee. Władysław Gomułka był pewien, że zdoła przekonać Polaków do porzucenia wiary, do poparcia kolektywizacji rolnictwa, do przedłożenia własności „uspołecznionej” nad prywatną. A jednocześnie doskonale zdawał sobie sprawę z niechęci, jaką budzili krajowi oraz importowani komuniści i nie wahał się stosować najbardziej brutalnej przemocy dla utrzymania władzy. Tej zaś potrzebował, by – choćby wbrew ich woli – doprowadzić Polaków do komunistycznego „raju”. „Chociaż cię dławimy, ale cię zbawimy” – opisywał zaślepienie ideowych komunistów Stanisław Barańczak w jednym ze swych gorzko-ironicznych wierszy. Bierut był równie bezwzględny jak Gomułka, lecz jeszcze bardziej cyniczny: jego interesowała władza dla władzy i to sprawowana w interesie Związku Sowieckiego. To ci dwaj zaproponowali zorganizowanie referendum jako formy „razwiedki bojem”: by poznać prawdę o poglądach Polaków i jednocześnie wypracować metody walki i niszczenia opozycyjnych partii PSL-u Stanisława Mikołajczyka oraz Stronnictwa Pracy Karola Popiela.  

Demokracja demokracją, a wynik musi być jeden

Nikt – a zwłaszcza Stalin – nie miał złudzeń co do rzeczywistego poparcia dla komunistów i Polskiej Partii Robotniczej. Dlatego zaakceptował plan opracowany przez pułkownika Dawydowa – głównego „doradcę” sowieckiego w Polsce. Dawydow zaproponował, by polska bezpieka zajęła się głosującymi za pomocą właściwych tej formacji metod: represji, aresztów, pobić i morderstw. Ponieważ jednak wiedział, że nie da się za każdym głosującym postawić ubeka z pistoletem, zasugerował szefowi sowieckiego MGB Abakumowowi i Stalinowi, by „opracowanie” wyników powierzyć doświadczonej grupie pułkownika Arona Pałkina. Pałkin – z zawodu drukarz – i jego ludzie mieli za sobą wiele uwieńczonych sukcesami „kampanii wyborczych”. To oni jesienią 1939 roku organizowali referenda na zagarniętych przez Związek Sowiecki wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej. To oni rok później dopomogli obywatelom państw nadbałtyckich w podjęciu jedynie słusznej decyzji o przyłączeniu się do ZSRS. Oni wreszcie przygotowali poparcie mieszkańców Besarabii dla analogicznego kroku. Mając po swej stronie Pałkina, Bierut i Gomułka o wynik mogli być spokojni.

Był jeszcze jeden aspekt – międzynarodowy. Stalin w Jałcie i Poczdamie obiecał zachodnim aliantom, że w ciągu roku w Polsce odbędą się demokratyczne wybory. Referendum pozwalało je odwlec, a jego wynik – oczywiście korzystny dla komunistów – byłby dodatkowym środkiem nacisku na naiwnych Anglosasów, którym wciąż się wydawało, że umów należy dotrzymywać, a werdykt wyborczy jest rozstrzygający.

Pytania i odpowiedzi

Wielki Sokrates ucząc nie przyjmował pozy mistrza: uważał, że najlepszą metodą wydobycia prawdy jest zadawanie pytań. I chociaż komunistom zależało na poznaniu prawdziwego poparcia społecznego, to jednak doskonale wiedzieli, jak potężną bronią jest kłamstwo. Już formułując pytania referendalne, starali się wprowadzić zamęt w głowach Polaków, których stosowane przez obu okupantów planowe wyniszczanie pozbawiło elit intelektualnych. A na sprytnie sformułowane pytanie naprawdę trudno reagować negacją, Bo któż z głęboko zranionych zagarnięciem przez Sowietów polskich ziem wschodnich odpowie „nie” na pytanie o „utrwalenie granic Państwa Polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej”? Któż zaneguje korzyści dawane chłopom przez reformę rolną (czyli parcelację wielkich majątków prywatnych), gdy w tym samym pytaniu mowa o zachowaniu „ustawowych uprawnień inicjatywy prywatnej”? Pytanie pierwsze o likwidację Senatu również wprowadzało dysonans, było bowiem sprzeczne z zapisem w wychwalanej i stosowanej – co prawda wybiórczo – przez komunistów konstytucji marcowej.

Zmyleniu Polaków służył również wymyślony przez Stalina podstęp: propozycję zorganizowania referendum zgłosili na wyraźne życzenie Kremla nie komuniści, lecz socjaliści z PPS. Wielu Polaków wciąż postrzegało PPS jako partię niepodległościową, pamiętało również jej walkę z Niemcami. Jednak PPS już wówczas była w znacznym stopniu zinfiltrowana i sterowana przez działaczy komunizujących, jak Cyrankiewicz czy Drobner.

„Blok demokratyczny” (jak nazywali siebie i swoje „przystawki” komuniści) wzywał do głosowania „Trzy razy tak”, PSL zalecał odpowiedź odmowną na pytanie o likwidację senatu. Podziemne ugrupowanie Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” WiN, wiedząc, że referendum jest czystą manipulacją, sugerował jednak, by wziąć w nim udział i odpowiadać „tak” tylko na pytanie o granice; ugrupowania narodowe proponowały „Trzy razy nie”.  

Siła propagandy

Kraj był zniszczony wojną, brakowało wszystkiego. Lecz propaganda przed referendum miała skalę nieznaną polskiej demokracji. Szacuje się, że na każdego Polaka przypadły cztery sztuki ulotek i plakatów. Wezwania do głosowania „3xTak” emitowało radio, głośniki uliczne i mobilne wozy, po mieszkaniach chodzili agitatorzy, których na wsiach eskortowały specjalne grupy wojskowe. Te stosowały specyficzną agitację: na przykład niechętna władzy ludowej wieś Wąwolnica została po prostu spalona. Hasła dosadne i subtelne, plakaty na dobrym poziomie koncepcyjnym i artystycznym oraz bohomazy. Na przykład: „Nie ma innego cudu jak Sejm dla polskiego ludu. Senat to izba darmozjadów, nierobów i innych dziadów”. Zaś sam Konstanty Ildefons Gałczyński sparafrazował na użytek czerwonej agitacji „Pana Tadeusza”:

Tak, Tak, Tak – Protazeńku – rzekł klucznik Gerwazy.
Tak, Tak, Tak – Gerwazeńku – rzekł woźny Protazy.
Tak, Tak, Tak – powtórzyli zgodnie kilka razy.

Do klasyki polskiego plakatu zalicza się te wzywające do głosowania „3xTak”, a zwłaszcza ten, na którym za mocarnym robotnikiem wpatrzonym w referendalny afisz czai się pokurcz z bronią i biało-czerwoną, akowską opaską na ramieniu, która na rzucanym cieniu zmienia się w hitlerowską opaskę z hakenkreuzem. To był jeden z głównych motywów kampanii: w sposób oczywisty kłamliwe sugerowanie, że opozycja działa na rzecz Niemców, że AK, WiN, a najbardziej NSZ, to ugrupowania faszystowskie.  Wszystko razem testowało podatność Polaków na manipulację.

Wyniki

Referendum odbyło się 30 czerwca, lecz na oficjalne wyniki trzeba było czekać do 12 lipca. Tyle czasu potrzebowała piętnastoosobowa grupa Pałkina, by dostosować rzeczywiste wyniki głosowania do pożądanych i zaplanowanych. Fałszowanie ułatwiało niezgodne z prawem wynoszenie przez ubeków urn i list z lokali wyborczych. Pracowitość „pałkinowców” poznaliśmy dopiero w 1993 roku, gdy odnalazł się w rosyjskim archiwum raport z akcji „Referendum”. Otóż sowieccy specjaliści podrobili 40 tys. podpisów, sporządzili na nowo 5994 listy z wynikami głosowania! Sowiecka prasa nie czekała na oficjalne ogłoszenie – zwycięstwa polskim towarzyszom gratulowano już 3 lipca.

Oficjalne wyniki w skali kraju: na pierwsze pytanie twierdząco odpowiedziało 68,2 proc. głosujących, na drugie – 77,3 proc., na trzecie zaś – 91,4 proc. Oficjalna frekwencja wyniosła 84,7 proc., a głosów ważnych oddano 97 proc.

Ciekawa rzecz stała się w województwie krakowskim, gdzie związani z opozycją oraz z PPS-WRN członkowie komisji wyborczych, ujawnili prawdziwe wyniki przed „aresztowaniem” list przez UB. W Nowym Sączu na przykład „nie” głosowało odpowiednio: 89, 82, 60 proc. Znamy również prawdę o głosowaniu w Krakowie: „nie” powiedziało odpowiednio: 84; 71,6; 29,5 proc. krakowian. „Echo Krakowa” dramatycznym artykułom o tej „zbrodni” dawało tytuły: „Bandyckie wyniki referendum”, „Duchowi volksdeutsche Mikołajczyka”, „Kogo nazywamy zdrajcą”, „Wypędzić głosujących 3 x nein”, „Wyniki głosowania 43 003 głupców w Krakowie”. Rzekomy socjalista Drobner napisał: „Niewątpliwie Kraków jest chory. Ale my go wyleczymy. Wyleczymy nie tylko dlatego, że chcemy, ale dlatego, że musimy. (...) Chcecie, czy nie chcecie, będzie Czerwony Kraków”. Ot, komunistyczne pojmowanie demokracji.

Maskirowka, czyli pogrom polityczny

Dyplomaci zachodni – zwłaszcza ambasador USA Arthur B. Lane – wysłali w teren obserwatorów. Ci nie stwierdzili większych zakłóceń procesu głosowania, lecz nie mieli wątpliwości, że fałszowane są wyniki. Oczywiście o mrówczej i potajemnej pracy grupy Pałkina nie mieli pojęcia. By przykryć propagandowo fałszerstwo wyborcze, zanim zajmie się nim wolna prasa zachodnia, komuniści posunęli się do ohydnej zbrodni. 3 lipca, w wyniku prowokacji ubecko-sowieckiej, za sprawą funkcjonariuszy jawnych i tajnych, podburzony i sterowany tłum mieszkańców Kielc zamordował 37 Żydów. Poza tym nie ustalono do dziś, ilu Żydów zabito także w podkieleckich miejscowościach. „Peeselowsko-eneszetowska negacja, nie uzyskawszy zwycięstwa w głosowaniu ludowym, chce je osiągnąć przez wtrącenie kraju w odmęty anarchii i wojny domowej. Jaskrawym tego dowodem jest pogrom Żydów w Kielcach. (...) Faszyści polscy, ci sami, którzy tak entuzjazmują się na sam widok pana Mikołajczyka, i których on wita lordowskim uśmiechem zadowolenia, prześcignęli w antysemickim szale mistrzów hitlerowskich” – mówił 7 lipca Władysław Gomułka. Takimi piętrowymi kłamstwami i szkalowaniem Polaków rozpoczęła się trwająca ponad 40 lat era „demokracji ludowej”.

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze