Dziewczyna-kruk i skaut w futrzanej czapie

Dodano: 13/11/2012 - Nr 46 z 14 listopada 2012

Zapewne ta scena to kwintesencja stylu Wesa Andersona. Jego „Kochankowie z księżyca” rozpoczęli tegoroczny festiwal canneński i warszawski. Krytykowi pozostaje odpowiedź, dlaczego film daje estetyczną i moralną satysfakcję. Chłopak jest sierotą, jego formalni opiekunowie nie dorośli do roli, Sam odstaje też od społeczności skautów ujawniających skłonności dręczycielskie. Dziewczyna również sprawia wychowawcze kłopoty, co nie dziwi. Jest starszą siostrą rozbrykanych trojaczków, córką bezwolnego ojca (Murray), w dodatku wieczorami ogląda przez lornetkę matkę (McDarmond), spotykającą się z innym mężczyzną (Willis). Chodzi zatem o buntowników i demaskatorów. Czy kino zawsze staje po ich stronie? To też, ale i świat, z którego chcą uciec, jest jednak fajniejszy od naszego. Mamy rok 1965, nie było kontrkultury. Społeczeństwo się nie rozsypało, można nie radzić sobie z pełnieniem właściwych ról, ale ich sensu się nie kwestionuje. Norton, dowódca drużyny skautów, jest do bólu śmieszny podczas
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze