Ponad prawem, ponad prawdą

Jeśli nie używano wypróbowanego chwytu o „nieznanych sprawcach”, dobra była pierwsza z brzegu osoba, którą dało się obciążyć. Byle tylko wykazać, że niewinni zomowcy czy esbecy nie dość, że nie mieli nic wspólnego ze zbrodnią, to jeszcze nieśli bezinteresowną pomoc niewdzięcznym obywatelom. W milicyjnych czasopismach, takich jak zakłamany tygodnik „W służbie narodu”, ukazywały się artykuły o pełnych empatii zomowcach, którzy ratowali z opresji staruszki i z poświęceniem cucili lodowatą wodą rozgrzane głowy dzikich zwolenników Solidarności. W jednym z tekstów poznańskiego dziennikarza, publikowanych na łamach „Głosu Wielkopolskiego”, pojawia się fragment dotyczący zomowców, którzy 11 maja 1982 r. znaleźli się na ulicy Fredry, gdzie skatowany został Piotr Majchrzak. Milicjanci z pałkami nie tylko bohatersko aresztowali „człowieka z czarnym parasolem”, który miał śmiertelnie pobić nastolatka. Dodatkowo wezwali pogotowie ratunkowe, a jeden z nich znalazł w pobliskim koszu na śmieci pusty karton po butach. I w geście troski o pobitego chłopaka podłożył mu ów karton pod głowę.

W samym środku miasta

Osiem lat temu dr Agnieszka Łuczak, historyk, kierująca Biurem Edukacji Publicznej poznańskiego oddziału IPN, opisała okoliczności śmierci Piotra Majchrzaka w pracy poświęconej ofiarom stanu wojennego w Wielkopolsce. Zastrzegła, że ustalenie precyzyjnej liczby wszystkich ofiar może okazać się niemożliwe. A wszystko z powodu nagminnego łamania prawa i wszelkiego rodzaju matactw ówczesnego wymiaru sprawiedliwości. – Ekipa Jaruzelskiego była pod presją partyjnych radykałów. Chcieli wprowadzenia masowego terroru i zastraszenia społeczeństwa. W końcu jednak nie sięgnięto po stalinowskie metody. Ale w 1982 i 1983 r. tysiące ludzi manifestowały w całym kraju swój opór. Władza zareagowała represjami. Śmierć Piotra Majchrzaka przypadła niejako w apogeum tego procesu – mówi dr Łuczak.19-letni Piotr Majchrzak nie był działaczem opozycji, ale żywo...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: