Basen, w którym utonie PO

Stadion Narodowy był pierwszy na liście sukcesów rządu piłkarza Donalda Tuska. Miał być symbolem modernizacji i nowoczesności, którą zawdzięczamy rządowi. Tymczasem w jeden wieczór na oczach milionów Polaków stał się pośmiewiskiem. I nie tylko ich – angielska prasa nazwała organizatorów idiotami. Skoro świątynia religii sukcesu okazała się cyrkiem, to co teraz z nią samą? Nie ulega wątpliwości, że także na pozostałe ikony propagandy sukcesu Polacy zaczną patrzeć bez klapek na oczach.

Jeszcze nie skończył się feralny dla władzy wieczór, a dowcipy o Basenie Narodowym, uprawie ryżu czy wodogrzmotach Tuska błyskawicznie obiegły internet. A dwaj kibice, którzy wbiegli na murawę i wytaplali się w wodzie, umykając ślizgającym się stewardom, urośli do miana bohaterów Stadionu Narodowego.Dach idealny na piękną pogodę

Jest upalne popołudnie, 8 czerwca 2012 r. Tysiące ludzi na trybunach, miliony przed telewizorami czeka na historyczne wydarzenie – inaugurację rozgrywanych w Polsce i na Ukrainie Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. W meczu otwarcia na Stadionie Narodowym w Warszawie Polacy podejmują Greków.

Atmosfera jest gorąca. Nie tylko z powodu emocji sportowych. Organizatorzy zdecydowali o zamknięciu dachu nad stadionem. Nie ma czym oddychać. Polakom, pomimo dobrej gry w pierwszej połowie, nie udaje się wygrać. Gorzej od przyzwyczajonych do upału rywali znieśli trudy rozgrywanego w potwornej duchocie spotkania.

16 października 2012 r. Stadion Narodowy znów ma być areną sportowego widowiska. Tym razem w ramach eliminacji piłkarskich mistrzostw świata rywalem Polaków są Anglicy. Kilka godzin przed meczem zaczyna padać deszcz, pod wieczór opady się nasilają. Zamknięcie dachu wydaje się oczywiste. Ale ten pozostaje odkryty. W efekcie mokra murawa nie nadaje się do gry. Mecz trzeba przełożyć.
Przemoczeni kibice wychodzą ze stadionu. Idą do tramwaju, którego... nie ma. Niedaleko ul. Kinowej jeden z wagonów...

[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: