Rakowiecka

Felieton [Przeszłość powróci ideą]

Przeszło tędy kilka pokoleń Polaków. Kiedy na mocy amnestii w 1956 roku mury katowni opuszczali ocaleli więźniowie Stalina i Bieruta, ich miejsce zajmowali nowi „wrogowie ludu”. Ci z lat 1968, 1970, 1976, 1981... Więzienie rozpoczęło działalność 24 listopada 1904 roku jako „prezent” władz carskich głównie dla kryminalistów. Potem był krótki okres II RP, aż nastąpiła brunatna noc niemieckiego nazizmu. Najtragiczniej było 2 sierpnia 1944 roku, kiedy na rozkaz Reinera Stahela, niemieckiego komendanta Warszawy, jego niemieccy podwładni zamordowali na Rakowieckiej 600 przetrzymywanych tam Polaków: strzałem w tył głowy – tę „tradycję” kontynuowali tu po wojnie komuniści. Tadeusz Płużański, mój Ojciec, dobrze zapamiętał dzień 25 maja 1948 roku. Choć, rzecz jasna, nie znał nazwiska Śmietańskiego, wiedział, że jakiś kat Mokotowa morduje, po godzinie 21.00, dowódcę grupy – Witolda Pileckiego. Ojcu ubecy urządzili „tylko” pozorowaną egzekucję: wyprowadzili z celi, pognali do
     
49%
pozostało do przeczytania: 51%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze