O błaznach, zerach, sabotażystach i pewnym lordzie

Felieton [Widziane z Brukseli]

Media ujawniły, że warszawski ratusz wydał 300 tysięcy złotych na „paradę błaznów”. W pierwszej chwili pomyślałem, że w ten sposób ukryto finansowanie zjazdu założycielskiego nowego ruchu politycznego Rafała Trzaskowskiego… Rzeczywiście, specyfika życia w dzisiejszych czasach polega na tym, że trudno odróżnić błaznów prawdziwych od tych, którzy błaznów udają. To, co ich jednak łączy, to fakt, że kuda im tam do Stańczyka. Ten to był mędrzec zatroskany o losy Rzeczypospolitej, a zza błazeńskiej czapki łatwo było dostrzec twarz wielkiego patrioty. A teraz? Mój Boże... Cóż, być może każda epoka ma takiego Stańczyka, na jakiego zasługuje. Czytam, że prezydent Warszawy, a zarazem wiceprzewodniczący PO, oświadczył, że w sprawie katastrofy ekologicznej i wpuszczenia wiadomo czego do Wisły podejrzewa sabotaż. Za komuny też tropiono sabotażystów i zwykle ich znajdowano wśród tych, którzy nie przepadali za władzą (z wzajemnością). Dzisiaj mamy, jak widać, powtórkę z PRL-u w
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze