Nie bądźcie obojętni!

Ciężkie życie emigranta

W 2003 r., jak wielu młodych Polaków, wyjechałem do Londynu w poszukiwaniu pracy. W mainstreamowych mediach nazywano nas „emigracją wolnościową”, co dla mnie było zniewagą. To hasło było czystą manipulacją, mającą obrazować wielki sukces prounijnej polityki, która daje szanse podróżowania i pracy w różnych krajach naszego kontynentu. Rzeczywistość była jednak inna. Ponad 90 proc. tych, którzy wyjechali do Anglii, zmusiła do tego sytuacja ekonomiczna. Nie była to żadna „emigracja wolnościowa”, lecz „ekonomiczne wypędzenia”. Już kilka miesięcy po moim przyjeździe do Londynu, wspólnie z Andrzejem Tutkajem, wiceprzewodniczącym koła członków indywidualnych Zjednoczenia Polskiego – największej polonijnej organizacji w Wielkiej Brytanii – zaangażowałem się w pomoc Polakom. Masowo oszukiwani przez pośredników pracy, pozostawieni bez pieniędzy, zatrudnienia i mieszkania, nocowali w parkach lub na dworcach. Postanowiliśmy dowozić im jedzenie i organizować pieniądze na powrót do Polski. Wielu z nich wstydziło się przyznać do porażki przed rodziną, wybierając bezdomność w Londynie. Liczba osób potrzebujących pomocy rosła, nie wszystkim byliśmy w stanie pomóc. Wielu odsyłaliśmy do polskich parafii, gdzie mogli otrzymać ciepły posiłek, a czasem nocleg. Niektóre historie „nowoczesnych wypędzonych” zarejestrowałem kamerą. Wielu moich znajomych nie mogło uwierzyć, jak bardzo różni się rzeczywistość od przekazów medialnych na temat życia młodych Polaków za granicą.

Moja sytuacja również nie była wtedy łatwa, sam doświadczyłem podobnych trudności. Jednym z pierwszych środowisk, w których szukałem wsparcia, byli polscy księża. Chciałem znaleźć pracę, ale we wspólnocie działającej przy polskiej parafii otrzymałem znacznie więcej. Poczułem, czym jest żywa wiara, patriotyzm, tęsknota za ojczyzną, poznałem nauczanie Jana Pawła II. Przeżyłem nawrócenie i zapragnąłem gorliwie głosić Ewangelię. Najlepszym narzędziem były...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: