To było wszystko, co mieliśmy. Spalenie Wąwolnicy 2 maja 1946 roku

Historia [Wąwolnica w ogniu]

„Żałośnie płaczące kobiety, mężczyźni ze łzami spływającymi po twarzach, stojący i patrzący, jak ogień pochłania ich domy. – To jest wszystko, co mam – mówili. Małe, mniej więcej czteroletnie dzieci, stojące obok ocalonego dobytku i patrzące, lecz nie płaczące, ośmiolatki łkające histerycznie, kobieta wyciągająca kufer z trzyletnim maluchem w środku i biegnąca z powrotem, by przynieść coś więcej… Cholera, ci biedni ludzie, którym udało się przetrwać wojnę nie tracąc życia, którzy zachowali swoje domy i pola, i ten piękny maj, i oni stojący tam i patrzący, jak miejsce, w którym żyli, i całe ich życie płonie…”.   Tak w liście do żony opisał spalenie wsi Wąwolnica przez grupę operacyjną MO, KBW i UB Amerykanin John Vaschon, fotograf pracujący dla United Nations Relief and Rehabilitation Administration, zwanej w Polsce „ciocią Unrrą”. To jemu zawdzięczamy unikatowe fotografie, niepodważalny dowód bezwzględnych metod działania komunistycznych uzurpatorów, którzy pod
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze