Fałszywy uśmiech

Stara horacjańska zasada „Ridentem dicere verum” („Śmiejąc się, mówić prawdę”) ma czasem odzwierciedlenie w formach teatralnych. Ot, Molier czy Fredro pod komediową formą ukazywali prawdę o ludzkich postawach czy charakterach. Śmiech może jednak być używany i w innym celu, czysto technicznym.

Pozostając ciągle w obrębie przykładów teatralnych: każdy aktor zna doskonale jedną ze sztuczek warsztatowych, które pomagają ciekawie zagrać kilka „groźnych linijek” tekstu. Otóż gdy postać sceniczna ma na przykład wypowiedzieć groźbę, ciekawym rozwiązaniem jest podanie tekstu, ale nie z marszczeniem brwi i przybieraniem marsowego oblicza, ale wręcz przeciwnie – przez uśmiech. Kontrast wychodzi na dobre – słowa rzucane przez zęby, lecz skryte za uśmiechem, brzmią wówczas jeszcze groźniej, są zimne, złowieszcze, cyniczne. Taką metodę zawsze stosował Donald Tusk – swoje groźby czy nienawistne ataki chował pod wystudiowanym teatrzykiem gestów, uśmiechów, zmrużonych „na miły sposób” oczu. Teraz ten sam polityczny „warsztat bojowy” od swojego mistrza przejął Rafał Trzaskowski. Tak było, gdy mówił w stronę dziennikarzy telewizji publicznej, sugerując, że gdy tylko władza się zmieni, będzie „rzeźnia”, a oni nigdy nie znajdą roboty. W ten sam sposób wypowiada się też w wywiadach. Cóż się jednak dziwić, skoro ten sztafaż środków stanowi pewną charakterystyczną cechę całego środowiska politycznego, z którego Trzaskowski pochodzi: w zewnętrznej formie jest to „uładzony”, „miły”, „szanujący każdego” (ale tylko „wśród swoich”), „tolerancyjny” (ale tylko „wobec swoich”) świat, zgodny ze wszystkimi trendami politycznej poprawnością. Lecz by dostrzec prawdziwą jego istotę, należy zajrzeć w oczy. Tam zawsze kryje się prawda. O tym również wiedzą aktorzy i dlatego na przykład unikają grania w ciemnych okularach, gdy chcą wyrazić emocje. W oku odbija się myśl, w oku czyta się to, co jest w zakamarkach duszy. Nie patrzcie na uśmiech, zajrzyjcie w oczy kandydata.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: