Syryjskie nici w rękach Ankary

Baszar al-Asad przestał być bratem

Wzmianka o etyce i o historycznych zasługach to oczywiście czysta retoryka. Dawna Turcja raczej uciskała innych, niż służyła jako wzór wyzwoliciela narodów. Z uszanowaniem zasad etyki też różnie bywało, nie trzeba robić wycieczek w odległą przeszłość, by to stwierdzić. Ten sam Erdogan, który teraz wyklucza zwołanie konferencji z udziałem obu stron syryjskiego konfliktu argumentując, że stanowiłoby to „przejaw akceptacji dla niedemokratycznych rządów Baszara al-Asada”, jeszcze całkiem niedawno prezydenta Syrii nazywał nie „dyktatorem”, lecz „bratem”. Działo się to w czasie, gdy Erdogan usiłował naprawić stosunki z sąsiadami, przede wszystkim Iranem i właśnie Syrią.

Nawiązanie przyjaznych stosunków z tym krajem było zmianą po wielu latach wręcz fundamentalną. Niegdyś Turcję, prozachodnią i proizraelską, i Syrię, współpracującą ze Związkiem Radzieckim, a później Rosją (jeszcze teraz na terenie Syrii znajduje się rosyjska baza wojskowa, jedyna na całym Bliskim Wschodzie) o wiele więcej dzieliło, niż łączyło. Największą, choć nie jedyną przyczyną konfliktu było wsparcie, jakiego władze syryjskie przez lata udzielały Kurdyjskiej Partii Robotniczej (PKK) – separatystycznej partii Kurdów tureckich. Przez kilkanaście lat w Damaszku z bezpiecznego schronienia korzystał jej lider Abdullah Ocalan (dziś odbywający karę dożywocia w więzieniu na wyspie koło Stambułu). W latach 80. i 90. oba kraje kilkakrotnie znalazły się na krawędzi wojny.

Ocieplenie zaczęło się z chwilą, gdy Syria wycofała się z popierania PKK i wydaliła Ocalana, ale prawdziwy zwrot nastąpił po 2002 r., wraz z przejęciem władzy w Ankarze przez Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), ugrupowanie o proweniencji islamskiej, które – początkowo bardzo ostrożnie, później coraz śmielej – postawiło na zbliżenie Turcji ze światem muzułmańskim. Spektakularnym przejawem tej polityki było radykalne ochłodzenie stosunków z Izraelem,...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: