Nonsensy wiecznie żywe…

Manipulacja emocjami, czyli związek jako hamulcowy

Socjotechnika manipulowania emocjami liderów jak zwykle służy kreowaniu konfliktów i rozbiciu współpracy potencjalnych sojuszników. Media prorządowe głoszą więc (do czasu!) laudację na cześć związkowego przywódcy, że znakomity, nadzwyczajny i ma polityczne ambicje. Przypomina się, że wygrał wybory w Solidarności pod hasłem odpolitycznienia związku, a teraz go „upolitycznia”. A przecież, głoszą media, NSZZ „Solidarność” zawsze (?!?) traci, gdy „wchodzi do polityki”. Tylko pietruszka, marchew i wczasy, jak w PRL, a wszystko inne to polityka, a ta przynależy do… no właśnie, do kogo? Bo przecież nie do PiS, bo on też tylko politykuje i politykuje bez miary. Może więc do PO, bo rządzi? Nic podobnego, przecież PO „buduje”, a nie „robi politykę”.

Można by powiedzieć – takie tam sobie nonsensy i głupotki, gdyby nie to, że od lat te same nonsensy zamieniają wyborców III RP w konsumentów politycznej reklamy, a demokrację w jej żałosną fasadę.

Dzisiaj, gdy Solidarność działa na rzecz demokratycznych obyczajów i procedur (Komisja Trójstronna, dialog społeczny, konsultacje, presja opinii publicznej, strajki, pikiety i demonstracje) natychmiast wracają oskarżenia o ambicje polityczne. Działacze związkowi ośmielają się mówić o kandydowaniu do sejmu? Skandal, to wolno tylko „ludziom biznesu”, a nie związkowcom…

Jak to się stało, że związek zawodowy, który był kluczowym aktorem zmiany społecznej na rzecz demokracji, wolnego rynku i suwerennego państwa, jest dzisiaj traktowany jak balast i wielki hamulcowy, i to nie tylko przez jego przeciwników, lecz także przez dawnego przywódcę, czyli Lecha Wałęsę?

Samozwańczy, prawicowy ruch katolicki

Czytając książkę pod redakcją Dariusza Gawina „Lekcja Sierpnia. Dziedzictwo Solidarności po 20 latach”, miałam wrażenie, że jej autorzy naprawdę nie zdają sobie sprawy, jak bardzo się mylą,...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: