W obronie naiwnych

Afera z młodziutkim milionerem robiącym nieczyste interesy zatacza coraz szersze kręgi. Mówi się dużo o bezradności państwa; o PRKT (Pomorskiej Republice Kolesiów Tuska), w której postać spod ciemnej gwiazdy, zatrudniając syna premiera i płacąc na produkcję hagiograficznego gniota o Mędrcu z Lipna, zapewnia sobie nie tylko bezkarność, ale i laurkę od prezydenta Gdańska, określającego pana P. „Wałęsą naszych czasów”; o strukturach władzy lokalnej przenikających się ze strukturami lokalnej mafii – i słusznie żąda się rozgonienia na cztery wiatry całej tej szajki. Instrumenty prawne mamy, potrzeba ludzi, którzy zdecydują się robić swoje.

W przedstawianiu całej tej afery brakuje mi jednak prostego odruchu współczucia dla tych, którzy naiwnie zawierzając lokalnemu watażce biznesowemu z matecznika Platformy, potracili wiele swoich oszczędności. Co więcej, w salonowych mediach często słyszę jedynie ironiczne uwagi pod ich adresem, wypowiadane przez speców od ekonomii, co do których pewne jest jedynie to, że nigdy niczego trafnie nie przewidzieli. Wolałbym, żeby akurat oni nie robili już nic, a tylko skoncentrowali się na poziomie empatii. Dla pokrzywdzonych przez pomorską mafię spod bursztynowo-złotego znaku mam wiele współczucia. Pewnie dlatego, że takich jak oni od lat znam, bo przychodzili i przychodzą do mojej kancelarii po pomoc właśnie jako ofiary piramid finansowych, oszustów w białych kołnierzykach, nierzetelnych banków. Dla mnie więc „róbmy swoje” oznacza od lat – a teraz w szczególności – konkretne działania zawodowe. Na tym polega moja profesja rozumiana jak powołanie. I tak mogę tym ludziom pomóc. Polityków, propagandystów, „dziennikarzy”, którzy takiej szansy nie mają, proszę tylko, by mi nie przeszkadzali, a ofiarom swojego korupcyjnego systemu nie dokładali zgryzot ironią, lekceważeniem i pogardą.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: