Terminal graniczny tanio sprzedam

Nasza, mała Strefa Gazy

Jeszcze kilkanaście lat temu położony w Beskidzie Żywieckim Zwardoń przypominał górskie letnisko. Wszędzie turyści, budki z pamiątkami, kilka barów serwujących lokalne przysmaki. Dziś, jakby za dotknięciem złośliwej, magicznej różdżki, wszystko się zmieniło. – Śmieję się przez łzy i żartuję, że to taka nasza Strefa Gazy. Izolacja, pustka. Niech mi pan pokaże jakieś światło w oknie tego turystycznego pensjonatu – mieszkający w Zwardoniu przedsiębiorca obraca głowę w stronę Dworku Szwajcaria, leżącego przy szlaku wiodącym na szczyt Wielkiej Raczy. – Ludzie czekają na turystów, a ci nie przyjeżdżają. Ta miejscowość dosłownie umiera – dodaje. Wyglądający na zagubionych, dwoje licealistów z dużymi plecakami rusza wolno w kierunku dawnego schroniska PTTK. Ciekawe, czy wiedzą, że schronisko jest zamknięte na cztery spusty. Na pozbawionej tynku fasadzie straszy tylko duża tablica z napisem „do wydzierżawienia”.

Rażąco niska cena

Wydawało się, że szansą rozwoju Zwardonia będzie potężny terminal, który powstał na samej granicy ze Słowacją. To nic, że trochę razi gigantomanią i całkiem niefortunnie wpasowano go w piękny, górski krajobraz. Esteci od początku kręcili nosami. Realiści dostrzegali nadzieję na pobudzenie sennej, nadgranicznej miejscowości. Jerzy Polaczek, dziś poseł, a wówczas minister transportu w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, był jednym z tych, którzy przecinali wstęgę, gdy terminal otwierano. – Projekt terminalu pochodził z zupełnie innych czasów. Myślę o latach 90., gdy na Słowacji rządził premier Vladimir Mecziar i nic nie wskazywało, by ten kraj szybko wszedł do europejskich struktur. Terminal jest taki duży, bo był przygotowany do spełniania wszystkich procedur granicznych i celnych. Kiedy go oficjalnie otwierałem, to tak naprawdę jedynie dopełniałem formalności. Wtedy nie było innego wyjścia, ale dzisiaj przedstawiciele rządu zdecydowanie powinni zainteresować...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: