Ostatnia deska ratunku

Prezes PiS Jarosław Kaczyński pytany o to, czy wybory prezydenckie powinny odbyć się 10 maja, podkreślił, że jest przekonany, iż w tej chwili „nie ma żadnych przesłanek, żeby wprowadzić stan klęski żywiołowej, czyli ten – można powiedzieć – najsłabszy ze stanów nadzwyczajnych, a tylko wtedy wybory mogą być odłożone”. No i oczywiście wprawił opozycje w stan co najmniej podgorączkowy. 

Bo właśnie, drodzy Państwo, nie koronawirus, nie kryzys, nawet nie rozkład seriali w telewizji – nie ma tematu bardziej zajmującego „totalnych” niż kwestia przełożenia wyborów prezydenckich. Dlaczego? Ano dlatego, że oni wiedzą doskonale, że to dla nich „być albo nie być”. I chociaż do wyborów jeszcze prawie półtora miesiąca i może się zdarzyć – jak widać – wszystko, staną na rzęsach, by już teraz wymusić wprowadzenie stanu wyjątkowego i zarazem przesunięcie głosowania o „trzy miesiące po koronawirusie”. Czyli dokładnie nie wiadomo na kiedy, bo tego nie wie nikt. „Totalnym” nie chodzi przy tym o nic innego, jak tylko zyskać na czasie. Już wiadomo, że wraz z ustąpieniem koronawirusa całemu światu przyjdzie się zmagać ze skutkami kryzysu wywołanego przez zarazę. Mogliby wrócić do tego, co umieją najlepiej – do pozamerytorycznego okładania cepami rządu i prezydenta. Piszę to z żalem – wszyscy życzylibyśmy sobie opozycji z prawdziwego zdarzenia, ale wszyscy wiemy, do czego zdolna jest ekipa wysyłająca przeciwko prezydentowi lotnych hejterów i atakująca jego rodzinę fejkami. Nawet dziś oskarżają władzę o „ukrywanie danych o chorych”, bo wydaje im się, że to niemożliwe, by było ich w Polsce tak mało. Możemy sobie więc wyobrazić, o co zaczną oskarżać „po wszystkim”.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: