Korona(wirus) w Mieście Królów

Anulowane rezerwacje hotelowe, odwołane imprezy, zamknięte na głucho knajpy i dyskoteki. Wraz z ogłoszeniem stanu zagrożenia epidemicznego historyczne centrum Krakowa zmieniło się nie do poznania. I choć przedsiębiorcy liczą straty, obecny stan zawieszenia to dobry moment, by zastanowić się nad formułą, w jakiej funkcjonuje „kulturowa stolica Polski”.

Ubiegły rok był dla krakowskiej turystyki rekordowy. Miasto odwiedziło ponad 14 mln turystów, którzy wydali tu 7,5 mld złotych. Lotnisko Balice pobiło rekord – ponad 8 mln pasażerów. Dynamika jest potężna – w 2004 roku w Krakowie było „zaledwie” 6,4 mln gości. Z nadejściem koronawirusa wszystko spadło do zera. Przedsiębiorcy są zrozpaczeni, władze miasta podejmują pozorowane działania. I tylko krakowianie wzdychają z rozrzewnieniem, bo „miasto w kwarantannie” pokazuje swoje dawno niewidziane oblicze. 

Przepić wszystkiego nie mogą
W ubiegłym tygodniu prezydent Krakowa, prof. Jacek Majchrowski, spytał przedsiębiorców z branży hotelarskiej o skalę problemów wywołanych przez koronawirusa. W odpowiedzi usłyszał, że w hotelach doszło do „całkowitego anulowania rezerwacji na marzec i kwiecień”. Stanęła kultura – od miejskich artystów zabiegających o uwagę na Drodze Królewskiej (od Wawelu do Bramy Floriańskiej) aż po Muzeum Narodowe, Tauron Arenę i Centrum Konferencyjne ICE. Krakowskie Biuro Festiwalowe musi oddać ponad 200 tys. zł zaliczek. – Branża turystyczna i rozrywkowa pije na smutno – słyszymy od pracowników zamkniętych barów, pubów i dyskotek. Z rozgoryczeniem dodają, że przepić wszystkiego nie mogą, bo zaraz zaczynają sprzedawać zapasy.
Krakowski rynek turystyczny jest specyficzny. Oprócz zagranicznych hoteli, kliku potężnych klubów muzycznych, sieciowych kawiarni i restauracji z obcym kapitałem, gros krakowskiej bazy hotelowo-gastronomicznej to mikro- i małe firmy z pracownikami zatrudnianymi na śladową część etatu lub umowy śmieciowe. Dziś nawet...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: