Kto chce zapomnieć o Holocauście

Ostatnia awantura z europosłanką Spurek, która na swoim koncie na portalu społecznościowym Twitter udostępniła obraz przedstawiający krowy w obozowych pasiakach i z gwiazdami Dawida, może wydawać się sama w sobie dość nieistotna. 

Nieistotna, ot kolejna kompromitacja i tak dość kuriozalnej pani polityk. Można się właściwie pośmiać z ironii losu, gdy lewicy obrywa się jej własną bronią i sama zostaje napiętnowana jako antysemicka. Niestety, problem jest poważniejszy. Takich Spurek są „miliony”. I pokazują one bardzo niebezpieczną, trwającą już wiele lat, tendencję obecną na coraz bardziej lewicowych salonach Europy.

Szoah krów?
Zacznijmy od tego, że prowokacja Spurek jest dość głupia. Na poziomie samego zdrowego rozsądku. Niezależnie od tego, co sądzimy o przemysłowej hodowli zwierząt na ubój (która jest niesamowicie okrutna i moralnie nie do obrony w aktualnej formie), jej celem nie jest pełna eksterminacja krów. Nie mamy do czynienia z grupą morderców owładniętych chęcią stworzenia nowego świata, którzy za konieczny etap wprowadzenia powszechnej utopii uznali likwidację każdego reprezentanta krowiego rodu. Co więcej, niezależnie od tego, ile razy Spurek (czy artystka, której obraz pokazała), będą powoływać się na pisarza Singera, nie zmieni to faktu, że krowa nie jest człowiekiem. Tak samo jak kurczak nie jest żabą itd. Próba utożsamienia ofiary ludzkiej i krowiej, nawet jeśli robiona w szczytnej intencji uwrażliwienia opinii publicznej na okrutny los zwierząt, jest oparta na fałszu, będzie więc wywoływać odruchowo sprzeciw i wrażenie groteski. 
Spurek może się jeszcze bronić taktyką „szoku” jako koniecznym elementem walki o prawa zwierząt. Tyle że w ten sposób można, po pierwsze – bronić każdego kretynizmu i niewłaściwej analogii, po drugie – warto zwrócić uwagę na koszty tej konkretnej strategii. Bo w ten sposób Spurek idealnie wpisała się w lewicową narrację o Zagładzie. W stałą i konsekwentną...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: